werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Chwile zapamiętane

Atelier artystów

Mateusz na sztukę był z góry skazany. Trudno sobie wyobrazić, by syn Tomasza Sikory, słynnego fotografa, wnuk Joanny Koreckiej-Sikory, malarki, oraz Stanisława Sikory, rzeźbiarza, nie został artystą. Już jako dziecko dużo rysował. Potem namalowanym postaciom zaczął doklejać głowy – wypukłe maski.

– I to był moment przełomowy – mówi. W końcu ograniczył się do samej maski. Do malarstwa nie wrócił. Najlepiej czuje się, gdy rzeźbi, bo to go uspokaja. Spawa w stali. Używa wosku, pianki budowlanej, parafiny, przeróżnych cudownych mieszanek. Bywa, że w pracowni, która mieści się w przedwojennej kamienicy zbudowanej dla pracowników PKP, spędza bez przerwy kilka miesięcy. To specyficzne miejsce, gdzie z zewnątrz niczym jakaś mantra dobiega co chwila niezmęczony głos pewnej pani bez emocji zapowiadającej pociągi przyjeżdżające i odjeżdżające z krakowskiego Dworca Głównego. – Pracownia przy torach… mieszkanie przy torach… dwaj najbliżsi przyjaciele po drugiej stronie… torów.

Te tory jakoś za mną chodzą – śmieje się Mateusz. – Piękne są chwile, gdy budząc się rano w mojej sypialni na pierwszym piętrze, gdzie nie mam żaluzji i firanek, nagle zdaję sobie sprawę, że nie jestem sam. Właśnie śledzi mnie cały wagon oczu z czekającego na światłach pociągu.
Gdy pracuje, śpi niewiele i wstaje o piątej rano. Kiedyś potrzebował szybkiej muzyki: punku, industrialu, techno – mocnej i pobudzającej. Od pewnego czasu woli ciszę. – Ostatnio chyba za bardzo odcinam się od świata, więc przymierzam się do kupienia radia, które mnie z nim połączy – opowiada Sikora.

Zdarzają się miesiące, gdy nie rzeźbi wcale. I wyrusza w podróż. Był już w Mauretanii i Maroku. Indie przejechał wzdłuż i wszerz na motorze. Gdy parzy herbatę z Syrii, opowiada o Australii. Studiował na wydziale rzeźby ASP w Melbourne. Czternaście lat temu wrócił do Polski – tylko na rok. Jednak Kraków całkowicie nim zawładnął. Teraz przygotowuje podróż do Iranu. I chce poważniej zabrać się za rysunek – za szkice swoich rzeźb. Też bezimienne, bo tytuł, zdaniem artysty, ogranicza. 

reklama
reklama
reklama