reklama

Kamienny spichlerz powstały z ruin

Atelier artystów

Projektowanie domów jest jak gra na fortepianie, trzeba umieć łączyć różne elementy w harmonię – mówi Jacek Czeczot-Gawrak.

Dom jest rękawiczką dla duszy, a tę każdy ma inną – mówi z uśmiechem Jacek Czeczot-Gawrak. – Nie może być popisem architekta, lecz uporządkowaniem oczekiwań przyszłych mieszkańców. Jacek jest historykiem sztuki, który stał się konserwatorem zabytków, by wreszcie zająć się projektowaniem i renowacją budynków oraz dekorowaniem wnętrz. Jego własna „rękawiczka” stoi we wsi Gnojna w pobliżu Mszczonowa. To odbudowany spichlerz.

Odbudowywanie sterty kamieni

Wszystko zaczęło się od ciotki pana Jacka, która była właścicielką pobliskiego majątku i kuzynką Szymona Kobylińskiego. Ten zaś, zainspirowany historią dworu, napisał o wsi książkę „Zbrojny pies”. Posiadłość w kompletnej ruinie. Dwór rozwalony. Ze spichlerza została sterta kamieni. Było tu jednak tak pięknie, że pan Jacek nie mógł się powstrzymać i wykupił ziemię.

reklama



– Kamień żyje jak człowiek i jak człowiek w końcu umiera – opowiada konserwator. – Kruszy się, traci swoje właściwości. Na dodatek, jeśli był użyty w jednej budowli, bardzo trudno go dopasować do innej. To zadanie przypomina sklejanie rozbitej szyby.

Dlatego spichlerz zbudował z nowych kamieni, tylko na podłogę trafiły stare cegły. Ponadto w ogóle nie używał cementu – kamienie łączy wapienna fuga. Wapno jest ciepłe, suche i zdrowe, inaczej niż cement. – Cenię materiały, które natura sama daje – tłumaczy. – Wtedy dom wyrasta wprost z krajobrazu, jest jego częścią. I nie szkodzi, że ze szczelin wapno wybierają ptaki, a potem lepią z niego gniazda. Wystarczy przejść się raz na jakiś czas z kielnią i załatać dziury. Przy odbudowie spichlerza pomogło zbierane latami doświadczenie. Zaczynał w Anglii od konserwacji malarstwa, między innymi prac Rubensa. Potem była współpraca z English Heritage – wpływową organizacją rządową opiekującą się zabytkami należącymi do Korony – i wreszcie odkrycie wielkiej pasji: projektowanie wnętrz. – Również przez architekturę człowiek poznaje samego siebie – uważa pan Jacek.

Biblioteka win w spichlerzu

Podziwia pomysły Edwina Lutyensa, który umiał dostosowywać klasyczne style architektury do współczesnych potrzeb. Stara się działać w podobny sposób. – Nie wiem, co to znaczy „nowoczesne”, bo nikt mi tego nie wytłumaczył – mówi. – Nowoczesne mogą być materiały, budynek zaś musi być funkcjonalny, współgrać ze środowiskiem, z którego wyrasta i, zgodnie z definicją architektury Lao-Tsy, ograniczać pięknie przestrzeń.


O swoim domu mówi spichlerz, żeby podkreślić jego dawne znaczenie. To porządna wiejska siedziba pasująca do otoczenia. – Każdy dom musi mieć jakiś sekret – uważa gospodarz. On projektuje biblioteki „z niespodzianką”. Śladem Marii Antoniny wśród książek montuje fałszywe grzbiety, które skrywają przełączniki, schowki czy drzwi. Dla jednego z klientów stworzył pełną schowków bibliotekę win – enotekę. Pospolite butelki leżą na wierzchu, lecz by dostać się do lepszych roczników, trzeba otworzyć tajemne drzwiczki.

– Cenię biblioteki za ich absolutną wartość, to jest klucz do świata – mówi pan Jacek. Swoją nazywa „biblioteką pod żabami”. Pięknie rzeźbiony mebel ma gzyms wsparty na dębowych sylwetkach żab.

Czas dzieli między Warszawę i Gnojną. Pracuje jednak tylko na wsi. – Widzi pan, tutaj nie ma biblioteki – wyjaśnia i wskazuje na gabinet w warszawskim mieszkaniu. Większość książek czeka w Gnojnej, tam też są najlepsze warunki do projektowania. Można spokojnie usiąść, włączyć Beethovena i pracować. – Mury domu z jednej strony są masywne, ale tak skonstruowane, że świetnie się w nich słucha muzyki – przyznaje pan Jacek. Również i takie sekrety kryją domy, które projektuje.

Tekst: Stanisław Gieżyński
Stylizacja: Leszek Brzoza
Fotografie: Kuba Pajewski