reklama

Andaluzyjska rezydencja wokół patio

Rezydencje

Morze bieli, zieleń i światło Południa wystarczyły, żeby bezduszną rezydencję zamienić w przytulny dom, z którego nie chce się wychodzić.

Aby zrozumieć, dlaczego ten dom tak się udał, trzeba zacząć od miejsca, w którym stoi.

Dom z patio i basenem

Malaga, stolica południowej Hiszpanii. Przez ponad trzysta dni w roku świeci tu słońce. Dookoła pomarańczowe i bananowe gaje, drzewa figowe oraz winnice. I choć okolica mocno „zadeptana” jest przez turystów, miejscowe wille mają tak bujnie zarośnięte ogrody, że o tłumach łatwo zapomnieć. Do tego wszędzie wychodzące na te zieleńce wewnętrzne patia z basenami.

Kilka lat temu Anna i Piotr kupili jedną z takich rezydencji, dotąd głównie wynajmowaną turystom na wakacje. Chcieli tu zamieszkać na stałe, choć wystawna posiadłość kompletnie pozbawiona była duszy. – To jednak nie miało znaczenia, kiedy wchodziło się do ogrodu, małej oazy zalanej słońcem, takim białym światłem, które można spotkać tylko na Południu – wspominają właściciele.

Ogród ze śródziemnomorską roślinnością

Owa oaza to kilkaset metrów ogrodu z równo przystrzyżonym trawnikiem, figowcami, winoroślą i basenem. Ale co najważniejsze, widoki mieli zagwarantowane przez okrągły rok, bo wszystkie okna (ogromne, rozsuwane) wychodzą właśnie na patio.

Biel, zieleń, kolonialne akcenty

Nie pozostało więc nic innego, jak tylko do tego, co najładniejsze, dopasować wystrój wnętrz, czyli to, co najsłabsze. – Chcieliśmy, żeby dom nie konkurował z ogrodem – tłumaczą właściciele. – Wstawiliśmy więc proste meble i urządziliśmy się w kolorach podpatrzonych za oknem.

Najwięcej jest bieli (ściany, meble, drzwi, czasem podłogi), potem z umiarem dozowana zieleń (wszelkie dodatki: od dywanów przez pledy po doniczkowe kwiaty), w końcu gdzieniegdzie kolor naturalnego drewna (pledy, wiklina, donice) i sieny (terakotowe podłogi). Do tego dołożyli kolonialne akcenty: bambusowe rolety, łóżko w sypialni z baldachimem i drzwi w salonie. I dużo naturalnych materiałów: kamień, drewno, len, wełnę, trawę morską, wiklinę.

– Od kilku lat wakacje spędzamy w domu, bo nie możemy nacieszyć się tym miejscem. Za to znajomi odwiedzają nas jakby częściej, tłumacząc, że bardzo chcieliby zobaczyć miasto, w którym urodził się Picasso – śmieją się właściciele.

Tekst: Victoria Aroca/RBA Images
Opracowanie: Katarzyna Sadłowska
Zdjęcia: Fernando Bedón/RBA Images

reklama
reklama