Marzenna Niemoczyńska mówi o sobie „artystyczna dusza”, bo robi w życiu wiele rzeczy – zawsze coś kreatywnego. Nie potrzebuje projektanta wnętrz, bo sama wie najlepiej, jak wszystko zmienić. I podkreśla, że mężczyznę może rzucić, ale tego domu nigdy.

 

– Mam bardzo osobisty stosunek do swojego domu – mówi. – Miałam 34 lata, kiedy w nim zamieszkałam, a było to 24 lata temu, wszystkie moje dzieci w nim dorosły, znam w nim każdy najmniejszy kącik, ale dbam o to, by było w nim pięknie. W dodatku wiem, czego chcę. Tak długo będę szukała właściwego koloru czy detalu, mebla, tkaniny albo bibelotu, aż znajdę. I natychmiast zaczynam zmieniać kolejny pokój lub miejsce. Mój styl streszczam w słowach: proste, wygodne, ładne. W projektowaniu ubrań moja definicja jest nieco inna: mają być proste, wygodne, dziewczęce. Kocham piękne rzeczy, ale do niewielu przywiązuję się na stałe. Żyję zmianą, bo ciągle podobają mi się nowe przedmioty albo klimaty. Pieniądze nie mają dla mnie znaczenia, nie oszczędzam, nie inwestuję, raczej stale je wydaję, bo non stop zachwyca mnie coś nowego. Patrzę na swój ukochany dom i już! Natychmiast chcę wymienić kominek, zrobić inne okna, nigdy nie stanę i nie powiem: „Okej, to jest wnętrze skończone”. U mnie życie jest w ciągłym remoncie. I dom też.

 

Pełną wersję tekstu przeczytasz w najnowszym numerze magazynu „Weranda”.

 

Tekst: Katarzyna Nazarewicz

Zdjęcia: Aneta Tryczyńska

Stylizacja: Agnieszka Głowacka, Aneta Tryczyńska 

reklama