Rzeźba na trawniku zapowiada, że będzie ciekawie. Pod gontowym dachem, za tradycyjną fasadą z portykiem i rzędem okiennic kryje się kolekcja sztuki współczesnej. Polskiej, meksykańskiej, światowej.
 

Ten dwór jest niezłym zaskoczeniem. Jedziesz mazowiecką wiejską drogą, a w oddali ze starego parku wyłania się jego majestatyczna sylwetka.
 

Dańków

Pierwsze wspomnienia Xawerego Wolskiego o Dańkowie wcale nie są słoneczne. I to nie tylko dlatego, że dwór oglądał jako dziecko zawsze na 1 listopada. Z Warszawy jeździł wtedy z rodzicami na groby do Błędowa, wioski odległej od Dańkowa o kilka kilometrów. Zazwyczaj siąpił deszcz, a dwór wyglądał ponuro. Po wojnie w majątku urządzono PGR. W budynku znalazły się biura i mieszkania dla kilku rodzin. – Mojemu ojcu Tadeuszowi Wolskiemu pękało serce. Tu się urodził i wychował, a ponieważ był wyjątkowo zdolnym genetykiem, profesorem i wynalazcą pszenżyta, pozwolono mu w Dańkowie pracować – opowiada Xawery. – Można powiedzieć, że był zatrudniony we własnym domu i patrzył, jak majątek popada w ruinę.
 

W 1999 roku Tadeusz Wolski odkupił od państwa swoją własność. Zamieszkali z żoną Anną z Branickich w oficynie i wzięli się za renowację. Po 4 latach dwór znowu zaczął wyglądać. – Ojciec uwielbiał ten dom. Opowiadał o znakomitych gościach, którzy go kiedyś odwiedzali, o polowaniu na bażanta, o budowie gorzelni... Miesiąc potem zmarł. Mama wróciła do Warszawy. Dom był dla niej za duży i za pusty – mówi syn.
 

Mexico city

Xawery od 20 lat mieszka w Meksyku. Kupił dom w stolicy w dzielnicy Condesa, która z czasem stała się mekką artystów, architektów i ludzi wolnych zawodów. Przekonał się, że życie na obczyźnie może być kolorowe, uczy innego pojmowania świata, języka, magii... I próbował się w obcym kraju odnaleźć. Zresztą nie po raz pierwszy. Po studiach we Francji też dawał sobie radę, imając się różnych zajęć, bo nie był wtedy jeszcze znanym artystą. Prowadził nawet lodziarnię w Marsylii. W każdym razie za oceanem dużo tworzył i był szczęśliwy. Prac przybywało, zaczęły piętrzyć się w przydomowym magazynie. Wtedy pomyślał, że świetnie wyglądałyby w Dańkowie. Spakował cztery kontenery rzeźb, książek, katalogów, kolonialnych mebli, które kolekcjonuje, i wspólnie ze swoją meksykańską przyjaciółką Norą zjechali do Polski, aby zrobić remont i urządzić dwór po swojemu. Dzisiaj obok rodowych mebli zobaczymy w nim kolonialne przedmioty i klasyki światowego designu – leżankę Miesa van der Rohe albo kanapę Florence Knoll czy lampy Arnego Jacobsena.
 

Sztuka międzynarodowa

– Dańków zawsze siedział mi w głowie, nie mogłem go zostawić. Przyjechałem tu w poszukiwaniu tożsamości – mówi Xawery. Choć jest obywatelem świata i za oceanem mieszka mu się wyśmienicie, uważa, że korzenie są bardzo ważne. W Polsce bywa często, ma liczną rodzinę, ale to w dworze poczuł się na swoim miejscu. – Jak jestem tu, nawet nie tęsknię za Meksykiem – śmieje się.

reklama


 

Sztuka Xawerego jest i polska, i meksykańska, i uniwersalna. Cały czas wraca na przykład do cyklu łańcuchów, które mogą być misternymi stosami albo pojedynczymi ogniwami. – To moje kluczowe rzeźby. Nawiązują do historii, ale też do symbolu nieskończoności – opowiada. Przez lata miały kolor czarny. Jednak praca, którą przygotował specjalnie przed dańkowski dwór, jest biała, świetlista. – Wyliczyłem ją co do centymetra. Tak aby pasowała do wielkości gazonu i grubości kolumn. Co symbolizuje? Jedno ogniwo to człowiek, drugie to jego korzenie – wyjaśnia. Inspiracji „Ceramicznych kół” proponuje szukać w Meksyku. Oznaczają czas i to, że wszystko się obraca. A suknie i naszyjniki z gliny wypalanej w piecu i nanizanej na sznurek? To refleksja nad kondycją człowieka. – Niby jest obecny, bo robię ubranie na jego miarę, ale przecież go nie ma – zastanawia się Xawery. No i są jeszcze malowane na wielkoformatowych papierach „Komórki” nawiązujące do biologii i genetyki.
 

Xawerego cieszy to, że dwór ma dużo ścian. Zobaczymy na nich meksykańskie madonny, instalacje przyjaciela Máxima Gonzáleza, który robi wycinanki z pieniędzy albo kulek. Są też prace żyjącego w Amsterdamie afrykańskiego artysty Tatuuxa, pamiątkowe rysunki przyjaciela rodziny Edwarda Krasińskiego, Marcela Dzamy, Aleksandry Jahtomy, Tadeusza Kantora, Nikifora. I zdjęcia Douglasa Gordona z Nowego Jorku czy Litwina Antanasa Sutkusa.
 

W szerszym gronie

Xawery z Dańkowem wiąże pewne plany. Kilka razy zapraszał już do siebie potężnych kolekcjonerów, aby w mazowieckim pejzażu zobaczyli jego prace. Chciałby, żeby odwiedzali go artyści, nie tylko malarze czy rzeźbiarze. Mieliby inne powietrze do pracy. Bo Dańków ma to do siebie, że czas się tu zatrzymuje. – Jak jesteśmy w kilka osób, to każdy robi swoje. Można być razem i można być osobno – wyjaśnia.
 

Syn Xawerego, też Xawery, mieszka w Krakowie i też jest rzeźbiarzem. Dańków Juniora fascynuje, tak jak ojca i dziadka. Może uda się kiedyś zrobić międzypokoleniową wystawę?
 

Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Mariusz Purta
Stylzacja: Bożena Kocój