reklama

Rezydencja w bieli i błękicie

Rezydencje

Żeby powstał ten dom, Marta musiała spędzić wakacje na jachcie i odwiedzić uroczą Capri.

Włoski dom w Meksyku

Jak szybko spełniają się marzenia? W dziesięć miesięcy. Tyle czasu minęło od chwili, gdy podczas rejsu dookoła Capri Marta zapytała swoją architektkę, czy nie zbuduje jej włoskiego domu w Meksyku, do momentu kiedy mogła w nim zamieszkać.

Żeby zrozumieć, skąd tak osobliwe pytanie i skąd nagle na łodzi wziął się architekt, trzeba poznać Martę. Pani De Laurentiis to wdowa po słynnym producencie filmowym, Dino De Laurentiisie, który stał za największymi włoskimi obrazami, jak: „La Strada” czy „Barabasz”. Może więc pozwolić sobie na takie marzenia, bo ma za co je spełniać. A architektka Gundi Widmann to jej dobra znajoma, która czasem w tym spełnianiu pomaga.

Następne wakacje po tych na Capri Marta spędziła już w swojej meksykańskiej posiadłości w Baja California z rodziną i przyjaciółmi.

Dom nad brzegiem morza

W czym ta biało-błękitna rezydencja nad brzegiem Morza Karaibskiego przypomina willę z Capri? Po pierwsze w kolorach – białe ściany i błękitne obramowania okien i drzwi. Po drugie ma dużo tarasów i podcieni urządzonych jak najlepsze salony. I w końcu basen, który zdaje się łączyć z morzem (wrażenie takie dało wyłożenie go błękitną mozaiką). Nic dziwnego, większość czasu spędza się tu na zewnątrz. Czyli dokładnie jak we Włoszech.

Jadalnia na tarasie

Na jednym z takich tarasów urządzona jest jadalnia. Stoi tam ogromny stół i kamienny piec do pizzy, w którym szef kuchni piecze najprawdziwszą napolitanę. Inny taras to sypialnia pod gwiazdami. Na ogromnych łóżkach i fotelach (Royal Botania) domownicy odpoczywają wieczorami od upałów.

Można nawet powiedzieć, że sama rezydencja to już tylko dodatek do tego, co na zewnątrz. Choć wcale nieskromny.

Tekst: Robert Paulo Prall
Tłumaczenie: Katarzyna Sadłowska
Zdjęcia: Gianni Franchellucci/Zapaimages

reklama