Wszyscy spisali ten dom na straty. Tylko Maria wierzyła, że może odrodzić się jak Feniks z popiołów. Nie myliła się.

 

Zanim willa urzekła...

Telefon pierwszy. – Jest dokładnie taki, jak pani chciała: z XVIII wieku, z szeroką aleją wysadzaną platanami! – krzyczał radośnie do słuchawki agent nieruchomości. – Dom otacza duży ogród z sadzawkami i basenem. A ile tam urokliwych zakątków! No i antyki. Tyyyle antyków! – opowiadał z przejęciem.

Telefon drugi. – Dziecko, zastanów się, co ty robisz! – załamywała ręce rodzina. – Przecież to ruina, a te twoje antyki w połowie zżarły już korniki! Stracisz fortunę na remont!

Telefon trzeci. – Ty chyba oszalałaś! – wypaliła prosto z mostu przyjaciółka. – Byłam dziś w okolicy. Nie mogłam się powstrzymać i zajechałam do tego, hm... pałacyku, który chcesz kupić. Był tam jakiś stróż i zgodził się wpuścić mnie do środka. Na pewno mówimy o tym samym domu? Widziałaś ściany? Co to za kolory? Jakiś zepsuty łosoś i przywiędły szpinak!

– I miej tu wsparcie w rodzinie – myślała Maria. – Owszem, trzeba będzie zrobić gruntowny remont, ale dzięki temu wytarguję niższą cenę. A ściany? Przemaluję. Przecież lubię pomagać przyjaciołom w urządzaniu domów. To co, swojego nie urządzę? – biła się z myślami.

 

Posiadłość do remontu

Ostatecznie kupiła tę posiadłość na francuskiej wsi, pod Lyonem. Wyszorowała parkiety i terakotowe posadzki, zerwała ciężkie żakardowe zasłony i dom od razu przejaśniał. Kolory łososiowy i szpinakowy oraz kwiatowe ornamenty na ścianach zastąpiła szarościami i bielą. Część antyków, o których wspominał przez telefon agent nieruchomości, zabrali poprzedni właściciele. Ale to i dobrze, tłumaczyła sobie – barokowe kredensy i przepastne kanapy ustąpiły miejsca lekkim rokokowym sofkom przecieranym na szaro, wyplatanym krzesłom, kutym ławkom i żyrandolom. Zrobiło się przestronniej, nareszcie można było zobaczyć wysokie okna i stare piękne belkowania.

 

Metamorfoza domu


Teraz już Maria mogła zająć się tym, co najbardziej lubi. Wyciągnęła swoją ogromną kolekcję bibelotów. I zaczęła rozstawiać na półkach, konsolach, stolikach. Rozstawiać, to mało powiedziane, ona tworzyła z nich scenografię. Najchętniej łączy w pary wazony, szkatułki, świeczniki, porcelanowe figurki, naczynia, obrazki. I co jakiś czas je przestawia. Wszystko kupuje oczywiście na pchlich targach, bo zawsze lubiła tylko to, co stare.

Telefon pierwszy. – Ślicznie to wyszło. Ja zawsze w panią wierzyłem! – stwierdził z dumą agent nieruchomości, po tym, jak odwiedził Marię w wyremontowanym domu.

Telefon drugi. – Dziecko, nie pochwalaliśmy twojej decyzji, no, ale trzeba powiedzieć otwarcie – udał ci się ten dom – przyznali rodzice.

Telefon trzeci. – Świetnie, że pozbyłaś się tych okropnych kolorów na ścianach – rzuciła przyjaciółka. – To co, mogę wpaść do ciebie w piątek?

Tekst i stylizacja: Virgine Manivet/ Living Inside
Tłumaczenie: Monika Utnik-Strugała
Fotografie: Frederic Ducout/ Living Inside

reklama