reklama

Apartament glamour na Saskiej Kępie

Stylowe i przytulne

Kasia i Artur przez dwa lata mieszkali na Lazurowym Wybrzeżu. Francuską lekkość przywieźli nad Wisłę.

Kasia i Artur. Ona estetka, on pragmatyk – razem tworzą idealny duet. Gdy jej się coś spodoba, on zaraz sprawdza, czy aby na pewno jest praktyczne. Lubią porządek. Skończyli marketing i zarządzanie, na przypadek w ich życiu nie ma miejsca. Było więc jasne – ich wspólne mieszkanie nie mogło się nie udać, zwłaszcza że mieli za sobą próbę generalną, kilka lat spędzonych we Francji.

Eleganckie mieszkanie na Saskiej Kępie

Saska Kępa. Ma w sobie coś z Paryża: wąskie uliczki, stare wille, urocze kafejki. Właśnie tu Kasia czuje się najlepiej, bo, jak mówi, jest w „trójkącie rodzinnym”, blisko babci i rodziców. Poza tym, warszawianka z urodzenia, lubi miejskie tempo.

Artur nie od razu się odnalazł. Wychował się pod Warszawą, więc brakuje mu ciszy i spokoju. Na szczęście Kępa jest starą dzielnicą z olbrzymimi wiekowymi drzewami. Ale i tak Artur marzy, że w przyszłości zamienią apartament na dom z dużym ogrodem. Dla siebie i kilkuletniego synka.

Beże i szarości

Klasyka i Coco Chanel. Delikatne beże i szarości – to numer jeden na liście ulubionych kolorów. Potem biel i czerń jak u najlepszej, zdaniem Kasi, projektantki, Chanel. Wreszcie soczysty akcent – fuksja. Żadnej z tych barw nie mogło zabraknąć w nowym mieszkaniu. Ostatnia miała lekko przełamać monotonię i w końcu pojawiła się na obrazie Michała Zaborowskiego, którego malarstwo oboje bardzo lubią.

Klasyczne meble

Klasyczne są nie tylko kolory, ale i meble. Włoskie: łóżko, lustrzane stoliki i dywany od firmy Cantori. Angielskie: lampy i konsola marki Andrew Martina. Polskie: kanapa i krzesła w stylu Ludwika XIV (wzór znalazła Kasia w internecie: były orzechowe z welurem bordo, ale firma, która je produkuje, zrobiła specjalnie dla nich wersję czarno-beżową z angielskich tkanin).

Stół - mebel rodzinny

Stół. To od niego zaczęło się urządzanie. Długo i bezskutecznie szukali czegoś odpowiedniego. Aż pewnego dnia Kasia trafiła na Mokotowską 71. Stał na wystawie. Wenge, majestatyczny, istne cudo. Następnego dnia zaciągnęła do sklepu męża, a ten swoim zwyczajem postanowił sprawdzić, czy mebel jest praktyczny. Niewiele myśląc, wszedł pod blat, żeby przyjrzeć się z bliska nogom i ocenić konstrukcję. Na widok pełzającego na czworakach Artura właścicielka sklepu, pani Ewa, wykrzyknęła poruszona: – Młody człowieku, co pan tam robi, na litość boską? – Oglądam stół – grzecznie odpowiedział Artur. – Ależ proszę mi wierzyć, znam się na tym, stół ogląda się od góry, nie od dołu – próbowała tłumaczyć.

Scenkę obserwowała Kasia, pękając ze śmiechu. – Do końca życia tego nie zapomnę – wspomina rozbawiona. To wtedy zaprzyjaźnili się z Ewą, która pomogła urządzić całe mieszkanie. Jasno i przestronnie, żeby Artur, który marzy o wielkim domu, nie czuł się zamknięty w czterech ścianach.

Stół oczywiście kupili. Stoi w jadalni pod wielkim przeszklonym sufitem. Początkowo planowali stworzyć tu zimowy ogród pełen palm, ale w końcu stanęło na białych orchideach. W przyszłości pojawią się kolejne obrazy Michała Zaborowskiego.

– Dobrze nam się mieszka. Właściwie z każdą chwilą coraz lepiej – mówi Kasia. – A i Artur chyba już tak mocno nie tęskni za domem pod miastem.

Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Zdjęcia: Michał Skorupski

reklama