reklama

Apartament na Marinie

Stylowe i przytulne

To mieszkanie trzydziestolatka, trochę Polaka, trochę Tunezyjczyka, który robi karierę, w wolnych chwilach nurkuje i zupełnie nie ma głowy do gotowania.

A wszystko zaczęło się tak: urodziwa Polka i temperamentny Tunezyjczyk razem studiowali ekonomię, ale przez długi czas mijali się na uczelnianych korytarzach, nie zamieniając ze sobą nawet słowa. Kończył się właśnie piąty rok i już wydawało się, że każdy pójdzie w swoją stronę. A tu niespodzianka. Ostatni egzamin, kilka nieśmiało wymienionych uwag i początek wielkiej miłości.

Już w Tunezji na świat przyszedł Daniel. Tam dorastał, ale na studia wybrał się do Polski. Tutaj robi karierę – jest cenionym fachowcem od PR – tutaj kupił niedawno mieszkanie w luksusowym warszawskim osiedlu Marina. Jest trochę jak on sam – klasyczne (jak elegancja Daniela), z zaskakującymi rozwiązaniami (jak jego zamiłowanie do ekstremalnych sportów) i czuć w nim różne kultury.

– To mieszkanie pełne kontrastów – kwituje architekt Maciej Setniewski, który je projektował. – Biel z ciepłą strefą koloru, którą wyznacza drewniana podłoga, miękka kanapa z orientalnymi wzorami oraz szklana mozaika w łazience – tłumaczy pan Maciej. I dodaje: – Poza strefą ciepła wszystko jest ostre, kanciaste i absolutnie funkcjonalne.

Minimalizm i nietuzinkowe pomysły rządzą w kuchni i sypialni. Telewizor ukryty w marmurowej wyspie przypomina kominek i podobnie jak kiedyś one królowały na salonach, tak tu najważniejszym meblem jest wyspa. Wokół niej dzieje się najwięcej. Inne odważne rozwiązanie? Zlewozmywak, tak jak zmywarka i lodówka, schowany w kuchennym regale. – Dzięki temu na wierzchu nigdy nie ma bałaganu, a brudne naczynia znikają za drzwiami szafki – wyjaśnia architekt.

Małą sypialnię trzeba było urządzić tak, żeby sprawiała wrażenie większej. Architekt użył prostego triku: zamiast łóżka, które zawsze „zabiera powietrze”, na grubej wykładzinie położył sam materac. Wszystko harmonijne jak w feng shui. Można tu wchodzić tylko boso. – A dzięki oświetleniu od dołu, małymi stojącymi lampkami, pomimo wszechobecnej śnieżnej bieli jest bardzo nastrojowo i miło – tłumaczy pan Maciej.

Przytulności całemu domowi dodają też niezwykłe rodzinne bibeloty, które gospodarz przywiózł z Tunezji – jak popielnica i tajemnicze puzderko „na nie wiadomo co”. Daniel odziedziczył je po babci. Albo aluminiowy pojemniczek w stylu berberyjskim. – To ręczna robota z południa Tunezji – chwali się gospodarz. Są niewielkie, ale zawsze zwrócą na siebie uwagę.

– Moje mieszkanie jest małe, ale z duszą – zapewnia gospodarz. I coś w tym jest, bo znajomi chętnie dają się tu zaprosić. Zaczynają od lampki szampana wokół marmurowej wyspy. Potem wypadają w miasto. Szaleją w „Platinium”, w „Cynamonie”, w „Utopii” albo siedzą w winiarni „Róża”.

– To jedyne miejsce w Warszawie, gdzie podają tunezyjskie wino Magon Grand Château, moje ulubione – tłumaczy Daniel. – Przepadam też za tunezyjską kuchnią, ale bez prawdziwego polskiego schaboszczaka nie mógłbym żyć – dodaje. I teraz już wiadomo, skąd w jego mieszkaniu te wszystkie kontrasty.


Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Michał Przeździk
Dziękujemy firmie IKEA za pomoc w sesji

reklama
reklama