werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama
biały salon aranżacje

Dom jak z dzieciństwa – aranżacja białych wnętrz w przedwojennej willi

Stylowe i przytulne

Chociaż remont trwał trzy długie lata, wyszedł wszystkim na dobre. Dom dostał nowe życie, a Magda zaczęła pisać blog o urządzaniu wnętrz.

reklama
URZĄDZAJĄC DOM, MAGDA POSTAWIŁA NA NATURALNE MATERIAŁY – BIELONE DREWNO (WYJĄTKIEM JEST PAMIĄTKOWY KREDENS), LNIANE ZASŁONY, ABAŻURY I OBICIA MEBLI


Dom, który urządziły wspomnienia z dzieciństwa

Podobno zostają w nas pewne obrazy z dzieciństwa. Ja trzy pierwsze lata życia spędziłam u babci na wsi, w domu może nie tak starym i zabytkowym jak nasz, ale murowanym z cegły, z drewnianymi podłogami, amfiladowym układem pomieszczeń, podłogą z maleńkich kwadratowych płytek w łazience, ze strychem i piwnicą, drewnianymi oknami, kaflowym piecem w kuchni, pachnącym drożdżowym ciastem i marmoladą z papierówek – pisze Magda na swoim blogu. – Potem, gdy tworzymy własny dom, wracają do nas wspomnienia miejsc, gdzie czuliśmy się bezpiecznie, i próbujemy to odtworzyć. O tym właśnie marzyłam.

Historia przedwojennej willi

Na rysunkach, które Magda i Łukasz dostali od poprzednich właścicieli willi, pojawia się data – rok 1936. Prawdopodobnie wtedy rozpoczęła się budowa. Nie wiedzą jednak nic o człowieku, który postawił ich dom. Mogą się tylko domyślać: konstrukcja i materiały świadczą o tym, że znał się na rzeczy. – Może kiedyś uda nam się rozwikłać tę zagadkę. O pierwszych mieszkańcach nic nie potrafiły nam opowiedzieć nawet poprzednie właścicielki – mówi Magda. – One mieszkały tu kilkadziesiąt lat. Wspominały, jak to w dzieciństwie uczyły się w domu jeździć na rowerze. Pozwalały na to pokoje w amfiladzie – dodaje.


Los lubi zaskakiwać. Nie planowali przeprowadzki, bo dopiero co urządzili mieszkanie w kamienicy, ale pewnego dnia Łukasz, jeżdżąc na rowerze po okolicy, natrafił na stary dom do sprzedania. O znalezisku opowiedział Magdzie. Kilka dni później poszli razem na spacer. Skręcili w uliczkę, gdzie stała willa. Chcieli tylko popatrzeć. O kupnie nie mogło być przecież mowy. Budynek z otaczającym go ogrodem robił wrażenie, ale był mocno zniszczony – nie mieli wątpliwości, że nowych właścicieli czeka mnóstwo pracy. A oni, świeżo po remoncie, aż za dobrze pamiętali, ile czasu i wysiłku kosztowały ich poszukiwania ostatniego mieszkania, potem urządzanie i zachowanie tego, co w nim najcenniejsze, czyli ściany ze stuletnią cegłą. Na powtórkę nie mieli ochoty i o całej sprawie zapomnieli.

– Jakiś czas później pojechałam w podróż służbową do Gruzji – opowiada Magda. – Spacerując pośród wiekowych willi z czerwonej cegły, poczułam, że muszę jeszcze raz zobaczyć tamten dom. Tego samego dnia zadzwoniłam do Łukasza – wspomina. Podczas kolejnej wizyty okazało się, że rosnące przed domem jabłonki to papierówki. Magdzie przed oczami stanęły wakacje z dzieciństwa, kiedy to rok w rok jeździła do babci na wieś i zajadała się konfiturami z jabłek. Decyzja zapadła.

Choć stan techniczny budynku nie był tragiczny, od razu zdecydowali się na kapitalny remont. Nie chcieli się bawić w żadne prowizorki i latami mieszkać na budowie (to akurat nie do końca się udało, bo pracy było bardzo dużo i nie wzięli pod uwagę przestoju związanego z oczekiwaniem na specjalistyczną ekipę).


Aranżacja białych wnętrz w przedwojennej willi

Ruszyli z kopyta i starali się zrobić jak najwięcej i jak najszybciej. Chcieli przy tym ocalić ducha przedwojennej willi i ratować wszystko, co tylko się da. Nie zburzyli ani jednej ściany. Oryginalne pozostały dębowe parkiety w jodełkę, schody z balustradą, drzwi. Elewację odnowili pod okiem konserwatora zabytków. – Za to trzech kolejnych renowatorów wybijało mi z głowy ratowanie okien – wspomina właścicielka. – Poddałam się wreszcie i wymieniłam je na nowe, wzorowane na oryginalnych, z trójdzielnym układem szyb. Żałuję, że do naszych czasów nie dotrwał piec kaflowy – z pewnością byśmy go zachowali. W jego miejscu stanął nowy, wybudowany z cegły szamotowej, która doskonale trzyma ciepło – dodaje.

Umiejętności zdobyte podczas urządzania poprzedniego mieszkania okazały się teraz przydatne. Sami z Łukaszem poradzili sobie z odkryciem i fugowaniem starej cegły, opalaniem drzwi oraz futryn i usunięciem z drewnianej balustrady czterech warstw farby olejnej. – To był bardzo intensywny czas – wspomina Magda, myśląc o remoncie. Trwał trzy lata, nie dało się szybciej. – Zaczęliśmy od wymiany instalacji i naprawy dachu, później zajęliśmy się piętrem – opowiada. – Po ośmiu miesiącach mogliśmy się wprowadzić.
 

Mieszkali na górze, a na dole trwał remont. Prowizoryczną kuchnię urządzili sobie na korytarzu. Gdy wykończyli parter, przyszła pora na ganek i wyczekaną elewację. A kiedy za wszystkimi ekipami remontowymi zamknęły się wreszcie drzwi, Magda pomyślała, że nie było łatwo, ale było warto. Ona – ekonomistka – dzięki temu domowi poszła na studia z projektowania i założyła blog o urządzaniu wnętrz.

– Zaczęłam go prowadzić, gdy prace już dobiegały końca. Miałam trochę czasu i doszłam do wniosku, że warto nasze doświadczenia opisać. Tym bardziej że remont starego domu to wielkie przedsięwzięcie. Każdy etap jest wyzwaniem. A sprawa jeszcze się komplikuje, jeśli budynek został wpisany do gminnej ewidencji zabytków i część decyzji trzeba uzgadniać z konserwatorem. Dochodzą kwestie zgłoszeń, pozwoleń, to wszystko wydłuża czas. – Mnóstwo papierów i dokumentów – wspomina. – Chciałam też pokazać, jak pięknie można odratować zabytek i zarażać tą pasją innych, przekonać ich, że warto to robić. Na blogu przedstawiam poszczególne pokoje i części domu przed remontem i po nim. Takie zdjęcia najlepiej przemawiają do wyobraźni.

aranżacje białych wnętrz
białe wnętrza dodatki

Eklektyczne wnętrza: styl lat 30. połączony z nowjorskim i loftowym

O wystroju wnętrza w dużej mierze zadecydowały detale i przedmioty ocalone z czasów międzywojnia, głównie z lat 30. Magda z wielkim wyczuciem dołożyła do nich nieco współczesności: odrobinę stylu Hamptons, nowojorskiego szyku i surowego loftu. Nie bała się też szperania na targach staroci. Na jednym z nich znalazła oryginalną zabytkową komodę, która dziś stoi w holu. Własnoręcznie ją odnowiła i pomalowała korpus matową czarną farbą. Nie zawahała się, by obok antyku postawić metalowe kwietniki kupione w Jysku. Każdą taką decyzję podejmowała z odwagą, ale i poszanowaniem dla przeszłości.

– Marzyłam o biało-czarnej posadzce w kuchni. Gdy zerwaliśmy drewnianą podłogę, nie mogłam jej tak po prostu wyrzucić. Stare deski zawiozłam do stolarza, żeby zrobił z nich blat stołu – wyjaśnia. Gotowy blat pobieliła sama, a na metalowych nogach osadził go Łukasz.

Niekwestionowaną gwiazdą jadalni jest wspaniały drewniany kredens. Staruszek zawdzięcza pani domu życie. – Należał do mojej babci – wspomina. – Pamiętam, że po przeprowadzce do nowego domu chciała się go pozbyć. Zdążyła nawet złapać za siekierę i odrąbać mu drzwiczki. Na szczęście zjawiłam się w porę i ją powstrzymałam. Miałam wtedy z 15 lat. Oświadczyłam, że kiedyś ten mebel stanie w moim domu. Kto by pomyślał, że uda mi się dotrzymać słowa?

Blog właścicielki: mylittlepieceofheaven.pl

Zobacz wszystkie aranżacje białych wnętrz w przedwojennej willi w galerii zdjęć.

TEKST I STYLIZACJA: AGNIESZKA WRODARCZYK/HAPPY PLACE
ZDJĘCIA: MICHAŁ SKORUPSKI

reklama