Znajomi przestrzegali Annę i Bogdana przed tym szaleństwem. Kupowanie zrujnowanej manufaktury? Oni jednak zaryzykowali i tak odnaleźli miejsce magiczne – nad Sekwaną, z widokiem na Montmartre.

Bogdan, z wykształcenia inżynier chemik, dokładnie obejrzał każdy kawałek domu swoim „technicznym okiem”. Owszem, większość okien zamurowanych, wnętrze zdewastowane, ale ceglane mury są w doskonałym stanie, a stary parkiet z szerokich desek wymaga jedynie renowacji. Na szczęście nie musieli z Anną wprowadzać się szybko, więc remont zrobili spokojnie i starannie.

Dom zaplanowali tak, by wyeksponować kolekcję Bogdana – o meblach, bibelotach, starych mapach, rycinach może opowiadać godzinami. Taka na przykład intarsjowana serwantka z pokoju stołowego i stolik z lustrem są dziełem mistrzów holenderskich. Należały do dziadka Anny, który był Austriakiem, a meble razem z nim przywędrowały do Krakowa. – Długo nie mogliśmy wywieźć ich z Polski – mówi Bogdan. – Złożyliśmy stosowne podanie, pech jednak chciał, że minister kultury nosił takie samo nazwisko jak ja. I co by było, gdyby ktoś posądził urzędnika o kumoterstwo, pytała nas władza. Na szczęście ministrowie często się zmieniają.

Skrzynia gdańska też sporo przeszła – Bogdan rozmontował ją do transportu, wyciągając ponad tysiąc malutkich gwoździków. Już we Francji naprawił powgniatane reliefy i gwoździki wróciły na swoje miejsce. Kolejne drogocenne perełki to drewniany, przepięknie zdobiony piórnik, oprawione w skórę rzadkie wydania książek, mapy z 1767 roku oraz ponad pięćdziesiąt starych rycin kupionych hurtem na pchlim targu za jedyne trzysta franków.

Najbardziej zaskakują jednak pamiątki z Dalekiego Wschodu. Bogdan jest specjalistą od żywic syntetycznych, a ponieważ to rzadka profesja, często wyjeżdżał na kontrakty. A kontakt z obcą kulturą sprawia, że pasja zbieracza odzywa się w nim ze zdwojoną siłą, więc do domu zwoził kolejne znaleziska.

Światem Anny są rośliny. – Własny ogród w Paryżu, czy czegoś więcej można chcieć od życia – uśmiecha się i pokazuje najlepsze „punkty widokowe” na ich działce. – Sekwana z leniwie sunącymi stateczkami wycieczkowymi, a w oddali rysuje się Sacré-Coeur na Montmartrze oraz centrum miasta z wieżą Eiffla.

Anna zadbała też o oprawę dla swoich zielonych podopiecznych. Od strony ulicy w niewielkiej wnęce obłożonej kamieniem umieściła starą pompę. Miała być tylko ozdobą, ale Bogdan – inżynier – nie pozwoliłby na to, by nie działała. Odnowił ją, trochę pogłówkował i raz dwa podłączył. Obydwoje też doszli do wniosku, że na murze otaczającym ogród świetnie zaprezentuje się kolekcja narzędzi rolniczych. Niektóre mają nawet i sto lat. Zabawnie obok tych staroci wyglądają oryginalne krzesła-sprężyny. Są podarunkiem od ich francuskiego przyjaciela, projektanta form użytkowych.

Skąd Anna i Bogdan mają w sobie tyle radości życia, pasji, ciągłej chęci zmieniania, udoskonalania domu i ogrodu? – Wystarczy zjeść śniadanie na tarasie wśród róż, od czasu do czasu zerknąć na rzekę i człowiek dostaje taki zastrzyk energii, że mógłby góry przenosić – twierdzą.


Tekst i fotografie:
Małgorzata Sałyga i Mariusz Purta