reklama

Dom z kolekcjami

Stylowe i przytulne

Za każdym razem, gdy zaglądam do Lila Godo, nie mogę się napatrzeć na fajansowe talerzyki z wymalowanymi miasteczkami. – Niedawno pod takie fajanse urządziłam cały dom – zagaduje Agnieszka Muller, właścicielka salonu i projektantka wnętrz. W jej domu rządzą barokowy anioł, ceramika z Delft i portrety przodków.

Ceramika z Delft i chińskie amfory

Pani Kasia działkę dostała w prezencie ślubnym. Choć duża, dom – ze względu na narzucane w PRL-u ograniczenia – powstał na niej niewielki. Na szczęście z biegiem lat zmieniły się przepisy i krok po kroku budynek rozrósł się do 300 metrów. Wraz z nim rozrastała się też kolekcja. Pani Kasia od lat zbierała ceramikę z Delft i chińskie amfory. Poza tym rzeźby (ma archanioła z XVIII wieku, XVII-wieczną świętą Magdalenę ze śląskiego warsztatu, barokowego aniołka), srebra i stare portrety. Dom zapełniał się w sposób niekontrolowany: na fajanse wreszcie zabrakło miejsca, więc część zniknęła w czeluściach kredensów, barokowe anioły stały po kątach, srebra ginęły wśród durnostojek, a portrety wisiały nawet w kuchni. Wreszcie ukochane skądinąd przedmioty tak zaczęły ją przytłaczać, że postanowiła zrobić rewolucję.

Kobaltowy fajans: główna dekoracja

Z Agnieszką znały się od lat, więc nie miała oporów przed powierzeniem jej domu. – Wiedziałam, że pani Kasia kolekcjonuje sztukę, ale nie spodziewałam się aż takich zbiorów! Szczególną uwagę zwróciłam na fajanse. I z miejsca zadecydowałam: to będą najważniejsze dekoracje w domu, taki kobalt to przecież skarb – wspomina projektantka. Dziś ceramika stoi na honorowym miejscu w salonie, w nowych witrynach w jadalni, a jedna z orientalnych amfor – nawet w łazience. To do nich dobrane zostały pod kolor obicia kanap, zasłony, poduchy.

– A co z resztą kolekcji? – zamartwiała się pani Kasia. Agnieszka trochę obawiała się chaosu, jednak kiedy zestawiła fajanse ze złoconymi rzeźbami, okazało się, że wcale się nie gryzą. Portrety powędrowały do klasycznego gabinetu.

Wnętrze w stylu... umiarkowanie francuskim

Był tylko jeden problem: w jakim stylu urządzić wnętrza? Po holendersku, włosku (w salonie nad kominkiem namalowany jest fresk przedstawiający toskański krajobraz), a może ton nadadzą barokowe rzeźby? – Musiałam bardzo uważać, by nie przeładować pokoi. Szukałam stylu umiarkowanego. Holenderski wydał mi się za ciężki, włoski nierówny: albo ocieka złotem, albo przytłacza ultranowoczesnym chromem i szkłem. Wybrałam konsekwentny i wyciszony styl francuski – opowiada Agnieszka.

Francuskie są więc przede wszystkim tkaniny marki Houls – poduchy, jedwabne zasłony i aksamitne pokrowce na kanapy. Pościel od Yves Delorme. A także meble, jak konsola marki Massonier.

Część rzeczy zrobił zaprzyjaźniony stolarz, z którym projektantka od lat współpracuje: jego dziełem są między innymi szafki w kuchni czy witryny w jadalni. Część to taka zabawa stylem: w jadalni stanął biedermeierowski stół na aluminiowej nodze, w sypialni skórzane komody, a w klasycznym ciężkim gabinecie oryginalny pufo-stolik w… panterkę. Najważniejsze, że międzynarodowe towarzystwo nieźle się ze sobą dogaduje.

Tekst: Monika Utnik-Strugała
Stylizacja: Kasia Sawicka
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska
Projektantka: Agnieszka Muller

reklama