werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Francuska lekkość i angielskie ciepło

Stylowe i przytulne

Pierwsze zaskakujące skojarzenie to francuska lekkość i angielskie ciepło po hindusku. W tym domu style się nie kłócą, bo dobry smak nie zna granic. Każdy przedmiot jest z rodowodem: zegar z Belgii, lustro z Holandii, lampy z Francji. No i mnóstwo rzeczy z Indii. Dom wystrojony iście kosmopolitycznie.

I chyba nie mogło być inaczej, zważywszy na pasje i zainteresowania gospodyni. Z takim wykształceniem (stosunki międzynarodowe), zamiłowaniem do podróży, „wielonarodowymi” przyjaciółmi, no i zagranicznym mężem sprawy poukładałysię jakby same.

"I" jak inspiracje... Indiami

Poznali się banalnie. Karolina długo nie chciała się zgodzić na spotkanie, ale gdy już do niego doszło, zakochała się… od drugiego wejrzenia. Sama też zrobiła niezłe wrażenie – bo akurat na zajęcia z historii musiała przeczytać autobiografię Gandhiego. Amit był zachwycony: – Pierwszy raz w życiu spotkałem dziewczynę, która wie o Indiach więcej niż ja! – Właściwie również przez przypadek ubrałam się trochę w hinduskim stylu: w spodnie i tunikę, do tego masa pobrzękujących bransoletek. To nie mogło się skończyć inaczej – śmieje się.

Jak połączyć styl francuski i włoski

Projekt przyszłego domu Karolina zaczęła tworzyć tuż po studiach, z maleńkim Aneeshem w beciku. Kupowała za granicą mnóstwo gazet o wnętrzach, wyrywała kartki, chodziła z nimi, jak z wzornikami, po sklepach, niczego tu w Polsce nie mogła znaleźć. – Zwoziłam więc z podróży stosy drobiazgów do domu, który „budował się” i urządzał w mojej głowie – opowiada.

Najbardziej cieszyły ją wyprawy do Francji i Włoch – ten klimat najlepiej jej pasuje. Ale zaczęły się też wyjazdy do Indii, do rodziny męża. Do Agry, gdzie stoi przepiękny Tadż Mahal. I właśnie Indie ją olśniły: przecież można połączyć style. Zresztą coraz więcej "europejskich" elementów wystroju wnętrz produkuje się dziś właśnie tam.

Meble hinduskie są zwykle ciemne, ciężkie, kolonialne, ale Karolina miała swoją wizję i przy zamówieniu dokładnie precyzowała: jakie farby, ile warstw, jak przecierać. Mogła sobie na to pozwolić – łatwo dogadywała się z producentami – bo przepustką zawsze był Amit. Raz tylko coś nie wyszło, przy zamawianiu łóżek. – Chciałam, żeby miały kolumny, ale niewysokie. Pan, który je robił, inaczej zrozumiał moją prośbę i wszystkie łóżka mają baldachimy.

Orientalne tkaniny

Karolina w Indiach kupowała też tkaniny, sama szyła zasłony i poduszki. – Do dziś po nocach, gdy czasem nie mogę spać, szyję kolejny komplet poduszek na krzesła – mówi.

Dom jest duży, było więc co zapełniać. Dotychczasowa kolekcja drobiazgów z podróży szybko się wyczerpała. Zaczęły się żmudne poszukiwania. I tak, z tego całego urządzania przyszedł pomysł na sklep. – Chciałam pięknych przedmiotów w domu, ale nie miałam gdzie ich kupić – wyjaśnia Karolina. Więc postanowiła poszukać w świecie. A gdy już znalazła – podzielić się z tymi, którzy tak jak ona lubią otaczać się wysmakowanymi rzeczami (prowadzi Belle Maison).

– To, że w każdej chwili mogę sobie wszystko przywieźć z własnego sklepu, czasem jest pułapką – przyznaje. Na początku  jeszcze się kontrolowała, nie chciała przeładować wnętrza. Ale później osłabiła czujność, zaczęła przymierzać różne sprzęty i dodatki, no i się zaczęło. – Wczoraj przyniosłam kilka rzeczy, żeby zrobić im zdjęcia, i chyba już nie wrócą  do sklepu. Całe szczęście, że zamawiam dużo i zostaje coś do sprzedania.

Dom otwarty: piękne wnętrze i jedzenie

Poza czasem, gdy pracuje, urządza przyjęcia. – To są momenty, kiedy domem delektuję się podwójnie, bo przychodzą goście,  którzy z podziwem patrzą na wnętrze i… jedzenie. Znajomi uwielbiają hinduską kuchnię. Czasem chciałabym zjeść włoski makaron, ale się nie da – śmieje się Karolina. – Wolą mojego kurczaka marynowanego w jogurcie.

Dom ma cztery lata i ciągle jest szlifowany. – Cały czas coś przerabiam, maluję, zdobię, upiększam. I bez przerwy wymieniam rzeczy. Opatrzone lądują na strychu albo w domku letniskowym. Łatwo zamydlić mężowi oczy i powiedzieć: "Przecież to stare", bo tu wszystko wygląda jak stare – kończy Karolina.

Tekst: Michalina Kaczmarkiewicz
Fotografie i stylizacja: Aneta Tryczyńska
Kontakt do właścicielki: www.bellemaison.pl

reklama
reklama
reklama