To mieszkanie powstało z fascynacji filozofią Wschodu. Najpierw pojawił się ogromny obraz „Ziemia – Metal”, symbol rodzinnej pomyślności. Dopiero potem meble i bibeloty.

Jedna z najładniejszych warszawskich dzielnic, Żoliborz, pełen zieleni i urokliwych kafejek, miejsce z klimatem. Tutaj nawet apartamentowce mają duszę. W jednym z nich mieszka Iwona Stypułkowska, malarka interesująca się symbolizmem. Kilka lat temu, gdy urządzała to mieszkanie, zgłębiała filozofię Wschodu, taoizm. – W nim wszystko opiera się na chęci zobaczenia świata istniejącego poza tym widzialnym, świata mądrości, „prawdy prawd”, a poszukiwanie go skłania do pracy nad sobą i stawania się lepszym – mówi.

Jak to wygląda w życiu? – Każdy codziennie dokonuje różnych wyborów i decyduje, co dla niego lepsze: czy warto złościć się na męża, czy może lepiej znaleźć kompromis, jadać w fast foodzie czy kupować ekologiczne produkty i gotować samemu – tłumaczy. Iwona stworzyła mieszkanie-enklawę, wolne od gadżetów zachodniej kultury, ale za to pełne symboli. Za próg nie wpuszcza warszawskiego pośpiechu i hałasu, żyje po swojemu.

Przygoda z urządzaniem zaczęła się od ogromnego dyptyku „Ziemia – Metal”, to dwa z pięciu elementów taoizmu (są jeszcze woda, ogień i drzewo). Iwona namalowała go specjalnie do nowego mieszkania. – Stworzyłam obraz-opowieść, połączyłam dwa żywioły: metal, który w taoizmie oznacza intelekt i przemianę, oraz ziemię – symbol rodziny – opowiada.

Wszystko razem ma sprzyjać domowemu szczęściu. W mieszkaniu Iwony symboliczne są nie tylko obrazy, ale i kolory. – Dziś nawet medycyna posługuje się barwami w leczeniu. Naukowcy udowodnili, że każdy kolor emituje określone fale, a nasz mózg je odbiera – tłumaczy artystka.

W korytarzu, zgodnie z taoistyczną filozofią, wschodnią ścianę pomalowała na zielono (energia drzewa), a południową – na czerwono (energia ognia). Ten pierwszy kolor ma uspokajać, a drugi – pobudzać. Podobnie ważne są barwy w kuchni. Kafle nad „piecem” Iwona wymyśliła sama.

– Czerwień ze złotymi wzorami symbolizuje ciepło domowego ogniska – tłumaczy. W ogóle kuchnia to dla niej miejsce szczególne. Przypomina jej wakacje spędzane u cioci w Nieszawie. – W jej pięknym starym domu zawsze pachniało szarlotką, a z kruchymi ciasteczkami cioci Janki nie mogą się równać żadne inne – wspomina z nostalgią. Starała się, żeby jej kuchnia przypominała tę z Nieszawy.

Mieszkanie nie jest urządzone w jednym stylu – stare meble stoją obok nowoczesnych. Na przykład w salonie – rzeźbione krzesła chippendale i kanapa młodego włoskiego designera. – Choć są z różnych epok, pasują do siebie. Wszystko dzięki ciągłości historii, bo czym byłaby teraźniejszość bez przeszłości – zastanawia się Iwona.


Tekst i stylizacja: Ewa Orłoś
Fotografie: Joanna Siedlar