reklama

Na domowej scenie

Stylowe i przytulne

Z tym miejscem jestem związana emocjonalnie. Wydaje mi się, że mieszka tu jakiś dobry duch – mówi Ewa Kuklińska, znana tancerka, piosenkarka i aktorka teatralna. Zmiany w mieszkaniu są jej pasją. Wymyśla swój dom jak nowy układ choreograficzny.

Lata spędzone w szkole baletowej, z dala od rodziny, w internacie, wykształciły w Ewie Kuklińskiej upór w dążeniu do celu, konsekwencję i samodyscyplinę. Nauczyły ją doprowadzania do perfekcji wszystkiego, co robi. Dotyczy to zarówno działalności artystycznej, jak i troski o formę i wizerunek, tak ważne w jej pracy.

Jej mieszkanie jest najlepszym przykładem dbałości o każdy, najmniejszy nawet szczegół. Meble i drobiazgi dobierała tak, jakby przygotowywała kostium sceniczny – zastanawiając się nad właściwą formą, kolorem i detalem. Wnętrze domu w znakomity sposób oddaje jej otwartą naturę – pełnię życia i energię, która z niej emanuje oraz wewnętrzne poczucie piękna.

Zmia­ny w mieszkaniu zaczęły się pewnego wiosennego dnia od niewinnego pomysłu: a może by kupić nowe zasłony do salonu? Zakończyła je całkowita rewolucja w kuchni. W sukurs przemeblowaniu nieoczekiwanie przyszła kariera zawodowa pani Ewy. To dzięki niej nabrała dystansu do otoczenia, znalazła czas na refleksję i świeżym okiem mogła spojrzeć na dotychczasowe wnętrze.

Przez lata pracy w te­atrze Syrena, w codziennym rytmie przedpołudniowych prób i wieczornych spektakli, brakowało jej czasu na inne niż teatralne zajęcia. Od kiedy jednak pani Ewa samodzielnie prowadzi agencję artystyczną Kuklińska Production, może wreszcie poświęcać się czemuś nowemu. Z zapałem zajęła się urządzaniem swojego mieszkania. – Mogłabym z niego nie wychodzić. Ciągle czuję pozytywną energię – opowiada. – Wprowadziłam się tu w latach 70. Od czasu do czasu coś poprawiałam. Teraz postanowiłam zmienić wszystko. Z nadzwyczajnym spokojem i konsekwencją zaczęła realizować nową wizję. To trudne zadanie powierzyła zaprzyjaźnionej projektantce Dorocie Kowalczyk, prowadzącej salon wnętrzarski Maison Creative przy Mokotowskiej w Warszawie.

Re­mont trwał parę lat. I nic dziwnego, jeśli w nieskończoność dyskutuje się o detalach, szuka się nietuzinkowych mebli, akcesoriów. Na przykład w poszukiwaniu tkanin panie wybrały się aż do Paryża. Jednak nie o czas tu chodziło, a o radość tworzenia, potem o przyjaźń. Efekt musiał być niezwykły.

Dla pani Ewy najważniejsza jest kuchnia; sprzyja przyjmowaniu gości i prowadzeniu życia towarzyskiego, zwłaszcza gdy dom jest otwarty dla przyjaciół w dzień i w nocy. Musiała więc być nieformalna, dostosowana i do codziennego pichcenia, i do przygotowywania wymyślnego menu. Mało tego, to w kuchni najlepiej plotkuje się z przyjaciółką, często też przenoszą się tu kuluarowe rozmowy podczas przyjęć. Należało to wszystko pogodzić.

Pomysłów było mnóstwo. Ten właściwy podsunęła ogromnych rozmiarów szafa gdańska, która dotychczas stała w sypialni. Z jej powodu wybito część ściany i otworzono kuchnię na hol – wszystko dlatego, że ten wyjątkowy mebel potrzebował przestrzeni, by w pełni się zaprezentować. Jego urok podkreśla też podłoga wykonana z kwadratów trawetynu przekładanego egzotycznym ciemnym drewnem.

Na najbardziej eksponowanej ścianie zamontowano kuchnię otoczoną szafkami stylizowanymi na stare komody, a blat wyłożono kamieniem. Komin, wykończony gzymsem z piaskowca, potęguje wrażenie wysokości wnętrza i nadaje mu wyniosły charakter. Niezwykłą ozdobą tej części jest wmontowany w ścianę fragment portalu pochodzący z rozbieranej starej kamienicy. Na przeciwległej ścianie znalazł miejsce unikatowy zlew wykonany na zamówienie z miedzi młotkowanej w piasku. Z tego samego materiału zrobiona jest armatura. Miedziane są również misy, naczynia kuchenne, czajnik i toster, przywiezione przez panią Ewę z zagranicy. Kuchnię zdobią srebrne naczynia do podgrzewania potraw i podawania na stół – wyszukiwane z pasją na całym świecie.

W głębi, naprzeciw szafy, usadowił się eklektyczny kredens z japońskiego mahoniu. Całość wieńczy niezwykle dekoracyjny kuty świecznik, wykonany także na zamówienie. Jego ciężar budził obawy pani Ewy o bezpieczeństwo domowników. Na wszelki wypadek poprosiła sąsiadów, by pozwolili zamocować go od strony ich podłogi – na co życzliwie się zgodzili. Na ścianach położono tynk wenecki, zacierany, w kolorze chałwy. Intrygującą atmosferę wprowadza oświetlenie, dyskretnie akcentujące różne drobne elementy.

Hol stanowi łagodne przejście między odmiennymi w charakterze częściami mieszkania. Jest jak sekretny korytarz łączący kulisy z deskami sceny. Zakulisowa kuchnia, gdzie przygotowuje się kulinarny występ, intryguje różnymi akcesoriami. Natomiast barokowy w stylistyce salon jest niczym teatralna scena.

Jego klimat tworzy oryginalna sekretera w stylu niemieckiego baroku z systemem schowków, komoda, którą zdobi stary, ale nadal punktualny zegar o ludwikowskich motywach i tarczy jak kula ziemska. Empirowe fotele i kanapa – prezent od mamy – zmieniły tapicerkę, a ścianę nad kanapą ozdobił portret ośmioletniej Ewy z czasów dzieciństwa w Szczawnicy Zdroju. To ważny obraz, przypomina o wizycie Jerzego Waldorffa, który namówił rodziców, by rozwijali talenty artystyczne córki. Tak rozpoczęła się jej długa edukacja w Warszawie, w szkole baletowej, uwieńczona karierą estradową i teatralną.

Salon otwiera się dwuskrzydłowymi drzwiami na sypialnię. Jej podniosły styl tworzą dwa empirowe łoża. Do nich dołączyła, intarsjowana wieloma gatunkami drewna, szafa z lustrem. Cylindryczny niciak zdobi barokowy zegar z pozłacanego brązu z rzeźbami Kupidynów w scenach winobrania. Egzotycznego smaku dodają rozłożone na podłodze skóry zebry i tygrysa.

Jeszcze inna jest łazienka w kolorze zszarzałego różu, wyłożona jasnym trawertynem Botticino i Rosso Verona, z wymarzoną wanną na nóżkach i rzymskimi kolumnami. Różnorodność stylów, które widać w tym mieszkaniu, współgra ze sobą znakomicie. Jednak to nie koniec dzieła. Już zaczynają się dyskusje nad rozbudową biblioteki.


Tekst: Tomasz Łuczak
Fotografie: Joanna Siedlar

reklama
reklama