reklama

Na zielonym dywanie

Stylowe i przytulne

Na niezwykłym polu, bo w mieście, Ewa wysprzątała kawałek ziemi, rozłożyła zielony dywan, a na nim postawiła dom.

Dom Ewy nie stanąłby, gdyby rodzina i przyjaciel tak mocno jej nie wsparli. Przed laty, namówiona przez szwagra, kupiła działkę rolną... w stolicy. Ona, warszawianka, która z rolnictwem miała niewiele wspólnego! A w dodatku – z powodu ówczesnych kuriozalnych przepisów – aby zakup sfinalizować, musiała skończyć specjalny kurs i zdobyć rolniczy dyplom!

Działka długo leżała odłogiem, bo Ewa za żadne skarby świata nie chciała się rozstać z dotychczasowym domem położonym na uroczej, leśnej polanie. O „polu w mieście” przypomniała sobie dopiero wtedy, gdy ze względu na szkołę dzieci zdecydowała się wrócić do Warszawy. Namiastkę wsi musiała jednak zabrać ze sobą!

Miała gotowy projekt domu i po skrupulatnym przejrzeniu dopasowała go dla swojej rodziny. Gdy robotnicy stawiali ściany, ona walczyła z dżunglą chwastów i górą śmieci przywożonych tu latami przez okolicznych mieszkańców. Wywiozła kilka kontenerów. Żeby trawa, która bujnie się teraz zieleni i nie jest z żadnej rolki mogła tak wyrosnąć, musiała nawieźć kilka wywrotek torfu. Na początku marzyła tylko o „zielonym dywanie” – dla dzieci, żeby miały gdzie biegać i grać w lotki – oraz małym basenie, w którym można by się pluskać w upały. Skończyło się na trawie, basenie, rabatach i ogrodzie zen z drzewkami bonsai.

Teraz, gdy siedzi na sofie, widzi basen, za nim ogród, a dalej pola. Dla Ewy to najpiękniejszy widok świata.
– Uwielbiam polskie landszafty, zapach dzikich pól, dzikich ziół i polnych kwiatów. Ten widok jest jak poruszający film o narodzinach, dojrzewaniu i umieraniu, nigdy mnie nie nudzi – opowiada gospodyni.

Z urządzaniem domu zupełnie się nie spieszy. Zapełnia go powoli, czasem chaotycznie, ale z pełnym na to przyzwoleniem. – Nie lubię skończonych wnętrz – tłumaczy Ewa. – Tak jak nie lubię kompletów mebli spod jednej sztancy. Wolę, kiedy dom sprawia wrażenie, że zawsze coś jeszcze może się zmienić – dodaje. Taki artystyczny nieład pobudza jej wyobraźnię.

Tak jak w dzikim ogrodzie, gdzie nieoczekiwanie coś nowego się pojawia i znika, tak i w jej domu co chwila zdarzają się jakieś niespodzianki – na przykład na ścianach dziecięcych pokoi niezapowiedzianie pojawiły się ostatnio malunki i nowe dekoracje. – Chcę, żeby ten dom żył, nie chcę pudełka w jednym stylu. Wolę zbieraninę ciekawych wspomnień – kończy Ewa.


Tekst i stylizacja: Grażyna Bieganik
Fotografie: Andrzej Pisarski

reklama
reklama