reklama

Paryski apartament w Warszawie

Stylowe i przytulne

Paryż czy Rzym? Nie! To Warszawa. Nowy Świat. Mieszkanie przy najlepszej ulicy, które spodobałoby się i Francuzom, i Włochom.

To trochę tak jak z miłością od pierwszego wejrzenia. Spotykasz kogoś, kto nosi nie najmodniejszy golf, rzuca nie do końca śmieszny żart, a jednak myślisz: „Coś w nim jest” – opowiada Małgorzata. – Z tym mieszkaniem było podobnie. Weszłam i od razu poczułam, że to moje miejsce.

Przedziwna magia kamienicy

Sama się zdziwiła, bo nawet jej do głowy nie przyszło, że mogłaby żyć przy głośnej, snobistycznej ulicy. Owszem, kamienica była stylowa, klasycystyczna fasada i klatka schodowa robiły wrażenie. Jednak dalej zobaczyła pokoik na pokoiku, pomiędzy nimi drzwi jak z peerelowskiej kawalerki, na podłogach linolea. Ciepła domowego jak na lekarstwo, ale to nie dziwne, bo z klitek właśnie wyprowadziło się biuro. By dostrzec w tym mieszkaniu potencjał, trzeba było morza wyobraźni albo dobrego fachowca przy boku. To właśnie towarzysząca Małgosi znajoma architektka, Anna Casciarri, posłała jej znaczące spojrzenie: „Brać!”.

Kupiła więc mieszkanie przy wtórze protestującej rodziny, a potem pytanie: „Po co ci to?” prześladowało ją miesiącami. No właśnie, po co? – Jestem marketingowcem, trzeźwość myślenia mam we krwi. Ale... uległam przedziwnej magii miejsca. Może zatęskniłam za dzieciństwem spędzonym na warszawskiej Pradze, w podobnej kamienicy?

Jak paryski apartament

Architektka sprawiła, że powróciły najmilsze wspomnienia. Ale przede wszystkim stworzyła mieszkanie, które wygląda na 150-metrowy paryski apartament (aż trudno dziś uwierzyć, że był tu długi korytarz i przyklejone do niego klitkowate pokoiki), a ma trochę ponad 80 metrów . Przekonała Małgorzatę, by w kuchni na podłodze nie dawać klasycznej czarno-białej szachownicy z płytek, lecz gresową mozaikę z ośmiokątów i kwadratów w dwóch odcieniach szarości. Podwyższając przejścia między kuchnią, holem i salonem, nadała wnętrzu rozmach. Wprowadziła sztukaterie. Ale nie mieszczańskie, kwieciste kompozycje, lecz oszczędne, wyrafinowane, przypominające ramy obrazów – podobne są na klatce schodowej. Do nich dopasowała prostokątne, całkiem nowoczesne oświetlenie.

Szarości, biel, błękit

Zasugerowała szarość, biel i błękit. – Trafione kolory – mówi o nich Małgorzata. – Nie spoufalają się, są chłodne, wytrawne, nienarzucające się. Sama wyrosłam już z beżów i wnętrz jak ciepłe pudełeczka. Zresztą nigdy nie byłam typową „dziewczynką z kokardkami”. Tato pułkownik zabierał mnie w góry i powtarzał: „Mała, dasz radę!”. I dała radę: nadzorowała wielki remont, urządzała wnętrza i jednocześnie pracowała.

Małgorzata mówi o sobie: „Mam wiele twarzy: raz bywam romantyczna, raz bardzo zdecydowana”. Jedno jest pewne, nie byłaby sobą, gdyby nie dorzuciła do tej krainy łagodności szczypty pieprzu. Stąd w holu zaskakujący akcent: trzy jaskrawe obrazki kupione od początkującej artystki, a na nich buciki Marii Antoniny. Prawie świecą na tle szarej ściany. Ale to nie koniec. W tym samym holu powiesiła ekstrawagancki, nowoczesny żyrandol z gołymi żarówkami. – To mój pierwiastek męski – mówi rozbawiona.

Sama najchętniej spędza czas przy okrągłym stole w kuchni. To antyk kupiony przez przyjaciela na pchlim targu. – Obok jest „ściana dobrej energii”, czyli galeria czarno-białych fotografii bliskich osób i odległych miejsc – uśmiecha się gospodyni.

Błyskawiczny remont

Ta pozytywna aura była w mieszkaniu od początku. Remont, który zwykle nadweręża nerwy przyszłych właścicieli, tu przebiegł gładko. – Tacy fachowcy jak Andrzej Tomczyk i jego ekipa to rzadkość – mówi Małgorzata. – Do mojej sąsiadki przyszli pierwszego dnia z bukietem kwiatów i z góry przepraszali, że mogą trochę hałasować. Potem za każdym razem, jak wracała z ciężkimi siatkami, dzwoniła domofonem, a oni wnosili jej zakupy na górę. Nie dość, że solidni, to jeszcze szarmanccy.

Czy jest coś, czego Małgosi w mieszkaniu brakuje? – Pianina – odpowiada. Marzyła o nim od dzieciństwa, ale zamiast muzycznej wybrała szkołę sportową. Jako dorosła przez rok uczyła się grać, lecz wie, że wirtuozem już nie będzie. Może więc dla dziecka?

Tekst: Beata Majchrowska
Stylizacja: Katarzyna Sawicka
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska
Za pomoc w sesji dziękujemy sklepom: Decolor, Figarointerior.pl, Mint Grey, Mokotowska 71, Savoya Home, Square Space

reklama
reklama