Kiedy urządzi jakieś mieszkanie, zaraz ustawia się kolejka chętnych, by je kupić. Jak magnes przyciąga jej przepis na przytulny dom: trochę Anglii, trochę Afganistanu, Polski i odrobina Francji.

O Beacie Diamentopoulos można chyba śmiało powiedzieć obywatelka świata – zdążyła już pomieszkać we Francji, w Grecji, Austrii, Stanach Zjednoczonych. Teraz ma dwa domy – nieustannie podróżuje pomiędzy Warszawą (a ściślej mówiąc, podwarszawskim Piasecznem) a Londynem i trudno właściwie stwierdzić, które z tych miejsc jest jej bliższe.

Niespokojną duszą była zawsze, interesowało ją mnóstwo rzeczy i łatwo tej ciekawości zaspokoić nie mogła. Odpowiednie studia znalazła dopiero w Nowym Jorku – moda i handel połączone w jedno. Ale ledwo je skończyła, już chciała robić coś więcej i w zawodzie nie popracowała. Pozostało jej za to zamiłowanie do wzornictwa i w wolnych chwilach zajmuje się dekorowaniem wnętrz.

Zaczęła od urządzania własnych londyńskich mieszkań, które potem wynajmowała. Styl pani Diamentopoulos tak przypadł do gustu jej klientom, że kupowali domy już kompletnie wyposażone, nawet z zasłonami, dywanami i obrusami. Co to za styl? Beata śmieje się, że każde wnętrze ostatecznie wychodzi jej podobnie. Stare angielskie meble ustawia w towarzystwie nowoczesnych tkanin i afgańskich dywanów, które kupuje w Nowym Meksyku. Do tego szyk francuski w kuchni. Taka mieszanka luksusu i przytulności.

Niedaleko londyńskiego mieszkania w Chelsea, w pobliżu Kings Road, Beata ma ulubioną „graciarnię”, gdzie wynajduje kolejne antyki. Największą frajdę ma wtedy, gdy wyszpera mebel kosztujący grosze, a wyglądający na luksusowy i drogi. Zazwyczaj potrzebuje on oczywiście pomocy, ale taka renowacja sofy, fotela czy komody to dla Beaty wyłącznie dobra zabawa.

Choć ma słabość do antykwariatów i bazarów ze starociami, stara się nie opuszczać najsłynniejszych targów, by wiedzieć, co akurat jest modne dla domu. Często też – w Anglii to powszechne, a Polakom niestety nieznane – meble wypożycza, a gdy się jej opatrzą, wymienia na inne. Zamiłowania mamy do wnętrz w stylu eklektycznym nie podzielają niestety córki – starsza Ariana, studentka psychologii, i młodsza, Sabrina, dwunastoletnia uczennica angielskiej szkoły.

Dziewczęta swoje pokoje najchętniej urządziłyby bardziej awangardowo. Na szczęście dobry gust i śmiałość w łączeniu kolorów odziedziczyły po Beacie.


Tekst i stylizacja: Dita Wertyńska
Fotografie: Aleksander Rutkowski