Koronki, biżuteria przestrzeni

Sztuka

Najważniejsze: miej oczy dookoła głowy. Możesz być w Warszawie albo na bałtyckiej plaży, we Włoszech czy w Izraelu. W końcu zobaczysz w murze idealnie wpasowany kawałek ceramiki, na drzewie w parku konstrukcję z misternie poplątanych nitek podtrzymujących kawałek koronki. Albo gliniany koronkowy odcisk na popękanym trotuarze. Właśnie byłeś w świecie NeSpoon.

NeSpoon, makijażystka świata

Wiem o niej tylko tyle, że jest kobietą i mieszka w Warszawie. Jak większość artystów zajmujących się sztuką ulicy chce być anonimowa. Stąd też artystyczny pseudonim, w którym tkwi angielskie słowo „łyżka”. Pamiętacie „Matrix”? Mały chłopiec, który siłą woli gnie łyżki, tłumaczy głównemu bohaterowi Neo: „Nie próbuj jej zginać, to się nie uda; zamiast tego zaakceptuj prawdę: tej łyżki nie ma”.

Koronka, kropla piękna w mieście

– Nie jestem artystką z wykształcenia, tworzę z potrzeby serca – mówi NeSpoon. Jej sztuka na ogół powstaje nielegalnie, bez zgody właściciela. – Nie czuję wyrzutów sumienia – śmieje się. Bo też istotna jest różnica między tym, co robi, a bezmyślnymi bazgrołami na murach. – To ma być kropla piękna w przestrzeni publicznej. Chcę w ten sposób budzić pozytywne emocje – opowiada.

Stara się dopasować prace do krajobrazu. – Kleję tam, gdzie mi serce mocniej zabije – mówi. Jeśli czuje, że jej „obraz” nie będzie w jakimś miejscu pasował, rezygnuje. W końcu ma zostać na długo. – Daję gwarancję dziesięć tysięcy lat bez uszkodzeń mechanicznych – żartuje. Dlatego pracuje w glinie: długo się ją obrabia, wiele dni suszy i mozolnie wypala, ale potem jest praktycznie na zawsze. No i to naturalny materiał. Dla równowagi artystka używa delikatnych, koniakowskich koronek. Kupuje je na internetowych aukcjach i daje drugie życie. Bo koronka to symbol uniwersalny, występujący we wszystkich kulturach.

Piękna sztuka ulicy

„Na ulicę" wyszła w 2009 roku, by – jak mówi – dać ludziom odrobinę uśmiechu. Atelier NeSpoon to cały świat. Zostawia ślady wszędzie tam, gdzie się pojawi. W wiosce na Goi zrobiła instalację z koronek na rybackiej łodzi, w Egipcie – na schronieniu ubogich Beduinów. – Nie znali angielskiego, dogadaliśmy się dzięki emocjom – opowiada. – Pozwolili mi wejść ze sztuką do siebie.

Rozejrzyjcie się dokoła. Prędzej czy później znajdziecie rozrzucone przez nią krople piękna. Przyjaciółka artystki nazwała je kiedyś miejską biżuterią.

Tekst: Stanisław Gieżyński
Zdjęcia: NeSpoon