Tkaniny Bogny Fogler

Artyści

Rzadko spotykamy kogoś, kto uważa się za osobę szczęśliwą. A tak właśnie przedstawiła się Bogna Fogler. Że na tym etapie życia – a jest w wieku dojrzałym – odczuwa spokój i radość. Artystyczne studia (na ASP w Warszawie) skończyła w pracowni tkaniny profesora Wojciecha Sadleya. Ale zaraz po dyplomie pojawiły się na świecie dwie córki i macierzyństwo okazało się przeszkodą dla twórczości. Kolejne lata minęły na pracach zarobkowych – dekoracje, kostiumy i inne zlecenia. Teraz Bogna może zająć się sobą i sztuką. Na domowe prace z gotowaniem włącznie szkoda jej czasu. Nie musi już dorabiać, mąż zawodowo ustabilizowany, dzieci odchowane, dom wyremontowany. Nawet cztery rude koty zdrowe i wysterylizowane.

Znów pasjonuje ją tkanina, lecz traktowana nietradycyjnie. Na płachty lnu czy bawełny komputerowo przedrukowuje motywy ze zdjęć. Potem nakłada przezroczyste warstwy, doszywa elementy, nanosi wyhaftowany rysunek. Cyzeluje detale. W efekcie pierwotny obraz ledwo majaczy pod „naddatkami”. Płaskie materie „tyją”, rozrastają się do płaskorzeźbowej grubości. W finale tkaniny Bogny przypominają abstrakcyjne witraże. Albo szale. Albo ornaty.

A gdzie artystka szuka motywów? Po pierwsze – w dalekich gorących krajach; po drugie – inspirują ją dawne kultury, najstarsze formy pisma. Obydwa zainteresowania łączą się w jedno podczas egzotycznych wojaży. – Wreszcie ruszam się po świecie – zwierza mi się, uśmiechając się jak figlarna nastolatka. – Ostatnie podróże? Trzy razy Indie, raz Etiopia. Za chwilę eskapada do Wietnamu, Birmy, Laosu.

Zawsze zabiera aparat fotograficzny. Pstryka niemal automatycznie, bez ustawiania kadrów. Rezultaty ogląda dopiero po powrocie i dziwi się – bo dostrzega znacznie więcej niż „na żywo”. Obojętnie, gdzie skieruje obiektyw, wszędzie znajdują się wspaniałe, gotowe kompozycje. A może to instynkt artystyczny, przekazywany genetycznie? Bogna pochodzi z rodziny fotograficznej, jej brat zajmuje się tym zawodowo; fotografowali ojciec i dziadek.

Rodzina Foglerów mieszka w podwarszawskim domu, wybudowanym jeszcze przez dziadka męża Bogny (notabene też artysty fotografa). Młodzi zamieszkali tam zaraz po ślubie, w 1976 roku. Był moment, że chcieli go sprzedać – ale dzieci stanowczo zaprotestowały. Dom musi być! Niemniej Bogna chętnie się z niego wyrywa. Nie zawsze na antypody. Ostatnio spędziła tydzień na obozie jogi w Beskidzie Niskim.


Tekst: Monika Małkowska
Zdjęcia: www.aptekasztuki.eu