reklama

Meble ogrodowe i nie tylko

Kolekcje

O tej porze roku życie przenosi się na świeże powietrze. I – czy to na tarasie, czy nad wodą – ma być wygodnie. Jak w domu!

Pamiętacie leniwe śniadania, obiady, kolacyjki w filmie „Ukryte pragnienia” Bertolucciego? Bohaterowie większą część dnia spędzali w ogrodzie lub nad basenem – wyciągnięci na leżakach i w wiklinowych fotelach nieustannie popijali toskańskie wino. Taras niczym nie różnił się od tradycyjnego salonu, tyle że był pod chmurką.

Producenci już dawno podchwycili ten pomysł i od kilku lat konsekwentnie traktują ogród jak living room na świeżym powietrzu. A dizajnerzy chętnie im wtórują. Do niezastąpionych stołów i krzeseł dorzucają meble, które dotąd z ogrodem wcale się nie kojarzyły.

– Na nowy sezon Patricia Urquiola proponuje fotel... bujany. Nazywa się Vieques. Na razie w sprzedaży jest tylko w kolorze brązowo-szarym, ale liczymy, że niedługo pojawi się też biało-żółty – opowiada Katarzyna Matyja z firmy Kettal. – Z kolei w kolekcji Bitta autorstwa innego znanego projektanta, Rodolfa Dordoniego, pojawiły się wygodne szerokie kanapy: mogą być podwieszane albo ukryte pod moskitierą – dodaje. – Kilka lat temu Andrée Putman wymyśliła do ogrodu szezlongi – dodaje Grzegorz Binkiewicz z firmy Fermob. – Co ciekawe, ich siedziska zrobione zostały z pasów bezpieczeństwa przeznaczonych do samolotów Concorde.

Firmy przechodzą same siebie i na tarasy proponują też czterometrowe narożniki, a nawet łóżka (na przykład Cane Line). – Na noc nie trzeba ich chować do środka – wystarczy tylko zabrać poduchy – bo wytrzymają każdą pogodę. Wszystko dzięki materiałowi zwanemu batylen – ostatnio robi się z niego coraz więcej mebli. Wymyśliła go francuska firma Ferrari, ale nie ta od samochodów, choć równie luksusowa. Batylen jest lekki, nie odbarwia się i nie pochłania wilgoci – tłumaczy Grzegorz Binkiewicz.

I jeszcze jedna dobra wiadomość: współczesne meble ogrodowe są tak ładne, że zimą świetnie sprawdzą się też w domu. Tak jak fotel Bob projektu Helli Jongerius, który ma coś ze słynnej Barcelony Ludwiga van der Rohe czy Lounge Chair Eamesów. Po sezonie będzie jak znalazł w gabinecie gospodarza.

A przecież na tym nie koniec. W sklepach znajdziemy też różne dodatki: od pomocników i minikredensów, przy których przygotujemy podwieczorek, przez basenowe bary z hockerami, po dekoracje. – Na przykład dywan Kettal Objects Patricii Urquioli, który spokojnie może leżeć nad basenem i nikt się na nim nie poślizgnie. Niedawno pojawiło się też w Kettal oryginalne palenisko-grill, które przypomina klasyczny kominek – mówi Katarzyna Matyja. Czy z takimi meblami nie poczujemy się jak w mieszczańskim salonie?

Tekst: Monika Utnik-Strugała
Fotografie: archiwa firm

Nr 5 (113/2012)    

reklama