reklama

Moda dziecięca - od powijaków do dresu

Kolekcje

Kilkulatki w krynolinach, chłopcy w gorsecikach i perukach, niemowlęta w biżuterii, szczelnie owinięte lnianymi taśmami – moda dziecięca przez długi czas była równie piękna, co niewygodna. Praktyczne ubranka to luksus, na który pozwalamy maluchom dopiero od niedawna. Jeszcze półtora wieku temu dziecko wyglądało jak miniaturka dorosłego.

Przez długi czas nie widziano w dzieciństwie nic przyjemnego – to okres, który należało przeżyć (a nie było to łatwe). Dbano więc o zdrowie i wygląd, ale już o wygodę – nie bardzo. Aż do końca XVIII wieku niemowlęta ubierano w koszulkę, pieluszkę i haftowany czepeczek, a potem ciasno krępowano powijakami – taśmami z wełny, lnu lub jedwabiu. Chodziło o to, żeby berbeć nie podrapał się ani nie wkładał do buzi złapanych przedmiotów. Wierzono też, że powijaki pomagały kształtować odpowiednią sylwetkę.

Oprócz ubranek należało zapewnić dziecku maksimum ochrony. A że szczepień i antybiotyków jeszcze nikt nie wymyślił, troskliwi rodzice stosowali… biżuterię, najlepiej w kolorze czerwonym. Zrobione z koralu grzechotki, trzymadełka (przodkowie dzisiejszych gryzaków), koraliki lub bransoletki miały chronić przed chorobami i odpędzać uroki, a także łagodzić ból ząbkowania. Po kilku miesiącach zdejmowano więzy i ubierano niemowlę w długą koszulko-sukienkę. Tą odrobiną luzu cieszyło się tylko do czasu, gdy nauczyło się chodzić. Potem dostawało miniaturowe wersje ubrań rodziców – z krezami, gorsetami, rusztowaniami pod suknią i piętrowymi perukami. Zasady te dotyczyły tylko dzieci z zamożnych rodzin – potomstwo biedaków nosiło to, co było akurat pod ręką.

Do 3.-4. roku życia maluchy obu płci nosiły sukienki. Do tego koronkowy fartuszek albo śliniaczek (od XVII wieku). Aby rozpoznać, czy ze starego portretu patrzy na nas chłopczyk czy też dziewczynka, trzeba przyjrzeć się… dodatkom. Jeśli dziecko trzyma np. kwiaty albo lalkę, to mamy do czynienia z młodą damą. Biczyk, bębenek albo szabla to znaki rozpoznawcze chłopczyka, podobnie jak czepek. Szczególnie w kolorach różowym albo czerwonym, które miały nawiązywać do krwi Chrystusa, a przez to były bardziej stosowne dla dzieci płci męskiej. Niebieski, kojarzony z Maryją, nosiły przyszłe panienki. Odwrócenie tej symboliki to XX-wieczny wynalazek!

Około piątych urodzin żarty się kończyły i dziecko miało zachowywać się „dojrzale”. W połowie XVIII wieku oznaczało to dla dziewczynek piękne sukienki, skrojone według najnowszej mody. Mała elegantka musiała być wyprostowana jak struna i nie mogła swobodnie opuścić rąk. Pod sukienką ściskał ją gorsecik, a spódnicę podtrzymywał stelaż.

Na głowach upinano jej większe lub mniejsze konstrukcje z ozdobami z piór, szlachetnych kamieni, wstążek, a nawet stelaże z drutu i włosia. Chłopcom też aplikowano gorsecik usztywniony fiszbinami. W tamtych czasach dama i kawaler, jeśli chcieli coś znaczyć w towarzystwie, musieli poruszać się z gracją.

Pod koniec XVIII wieku odkryto w końcu, że dziecko ma inne potrzeby niż dorośli. Przyznano mu prawo do wygody. Miejsce gorsetów i powijaków zajęły luźne koszulki i kaftaniki. Mamy też po jakimś czasie wyswobodziły się z krępujących sukni ancien régime’u. Nie po raz pierwszy moda dziecięca wyprzedziła dorosłą.

Wygodny luz nie trwał długo. Moda wiktoriańska (ok. 1840–1900 r.) wzgardziła prostotą. Dziecko znowu zaczęło wyglądać jak stary malutki, a jego strój na powrót stał się niewygodny. Miało nosić się przyzwoicie, czyli od stóp do głów być zawinięte w warstwy bielizny i skromny przyodziewek. Krępujący strój i groźba przegrzania praktycznie wyeliminowały z życia dzieci swobodną zabawę. Dopiero pod koniec stulecia garderoba zrobiła się pros-tsza. Materiały były coraz lżejsze i łatwiejsze do prania, a kroje mniej skomplikowane.

Na koniec ciekawostka – w XIX wieku stroje dzieci odzwierciedlały nie tylko dorosłą modę, ale i… aktualne wydarzenia polityczne lub kulturalne. Wiktoriańscy rodzice przebierali pociechy w kostiumy, które dziś uznalibyśmy za teatralne. Na ulicy można było spotkać elegancką damę trzymającą za rączkę małego „Chińczyka”, „sułtana”, „lorda” (ciemny kubraczek, ogromny kołnierz z falbany lub koronki, krótkie spodenki, pończoszki i trzewiki z klamrami, a do tego obowiązkowe długie loki) albo „królewskiego pazia”. W Polsce dzieci nosiły stroje krakowskie, góralskie albo wzorowane na staropolskich kontusiki.

Największy hit – ubranko marynarskie – weszło do kanonu dziecięcej mody, i to dla obu płci, na wiele dziesięcioleci (królowało aż do lat 30. ubiegłego wieku). O takim sukcesie współcześni producenci bluz z podobiznami Zygzaka McQueena i bohaterów serialu „Monster High” mogą co najwyżej pomarzyć!

Tekst: Weronika Kowalkowska
Zdjęcia: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, kolekcja Zenona Harasyma.
Wykorzystano: „Dawna Moda dziecięca”, red. Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, wyd. Muzeum Narodowe we Wrocławiu.

reklama