reklama

Serce domu

Kolekcje

Symbol angielskiego stylu, ukochane urządzenie Marthy Stewart i Jamiego Oliviera, bohaterka literatury pięknej. Oto kuchenka AGA.

Z tego chłopaka nic nie będzie – twierdził nauczyciel z wiejskiej szkoły na szwedzkiej prowincji, do której uczęszczał niejaki Nils Gustaf Dalen. Młodzieniec faktycznie do nauki się nie przykładał, fascynowała go jednak technika. Co i rusz wymyślał jakieś gadżety: a to urządzenie, które rano zapala w domu światło i jednocześnie parzy kawę, a to aparat pomiarowy do badania zawartości tłuszczu w mleku. W końcu porzucił sielskie życie na rodzinnej farmie, zdobył techniczne wykształcenie i zajął się wynalazkami. Dwadzieścia lat później nastąpił punkt zwrotny. Po pierwsze, otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Po drugie – stracił w wypadku wzrok. A potem wymyślił kuchenkę AGA.

Dalen był człowiekiem wielce praktycznym. W Svenska Aktiebolaget Gasaccumulator (AGA Group) pracował nad zastosowaniem acetylenu w spawalnictwie i oświetleniu. Nagrodę Nobla dostał za wymyślenie lamp do latarni morskich. Dzięki wynalazkom Gustafa latarnie działały samoczynnie, włączając się w nocy i gasnąc w dzień. Badania nad łatwopalnym gazem przypłacił zdrowiem, bo eksplozja akumulatora pozbawiła go wzroku. Ociemniały, dochodził do zdrowia w domu i wtedy zwrócił uwagę, że jego żona Elma dużo czasu spędza w kuchni, szykując posiłki. Postanowił temu zaradzić, wymyślając nowy rodzaj kuchenki: łatwej w obsłudze, a jednocześnie pozwalającej na sprawne gotowanie, smażenie i pieczenie. Inspiracją stała się klasyczna XIX-wieczna angielska kuchenka projektu Williama Flavela, zwana The Kitchener.

Podobnie jak The Kitchener, kuchenka Gustafa zrobiona była z lanego żelaza i ogrzewana węglowym paleniskiem. Miała dwie płyty grzewcze i od dwóch do czterech piekarników. A do tego rewolucyjny system przepływu gorącego po-wietrza przez urządzenie. Szło ono zgodnie z ruchem wskazówek zegara, najpierw ogrzewając płytę do smażenia i piekarnik. Wychłodzone, trafiało do dalszych komór, w których gospodyni podgrzewała albo powoli piekła potrawy. Aż wreszcie dawało ciepło płycie do gotowania. Cała kuchenka pokryta została emalią w kremowym kolorze. I to wszystko: żadnych termometrów, pokręteł czy regulatorów. Jedynym obowiązkiem właścicielki tego cuda było pilnowanie, żeby nie zgasł ogień w palenisku.

Dla AGI nowe urządzenie nie było najważniejsze. Firma uruchomiła w Niemczech produkcję własnej marki samochodów, w Szwecji zaś dostarczała rosnącym jak grzyby po deszczu kinom sprzęt nagłośnieniowy i projektory. Jednak i na wynalazek Gustafa znajdowali się klienci – kuchenka szczególnie spodobała się Anglikom. W 1929 roku, siedem lat po wejściu na rynek, produkcja została przeniesiona właśnie na wyspy. Jeszcze w roku 1931 sprzedano 322 sztuki, ale już rok później liczba ta wzrosła trzykrotnie. A to między innymi za sprawą pewnego szkockiego sprzedawcy, Davida Ogilvy, który napisał inspirującą książeczkę pt. „Teoria i Praktyka Sprzedaży Kuchenki AGA”. Dziełko zaczynało się od słów: „Sprzedawca AGI jest nieustępliwy jak buldog, lecz ma maniery spaniela”.

Doskonałą konstrukcję i prostotę obsługi urządzenia szybko docenili nie tylko zwykli zjadacze chleba. W 1934 roku ruszyła wielka ekspedycja do Ziemi Grahama na Półwyspie Antarktycznym. Wśród sprzętu, który odkrywcy ze sobą zabrali, znalazła się też kuchenka AGA. Wyprawa trwała trzy lata, temperatura spadała poniżej 40ºC. Po powrocie przywódca śmiałków, John Rymill, stwierdził: „Nasza AGA działała bez zarzutu”.

Kuchenkę kupowano coraz chętniej, choć firma nic w niej nie zmieniła i nadal dostępna była tylko w jednym kolorze. Podczas wojny trafiała do szpitali i wojskowych fabryk. Już po jej zakończeniu na indywidualne zamówienie AGI trzeba było czekać 27 miesięcy! Aby sprostać zadaniom, zbudowano drugą fabrykę. Wreszcie pojawiły się nowe modele i nowe kolory: zielony, błękitny, szary i biały.

W połowie lat pięćdziesiątych AGA stała się najważniejszym sprzętem angielskich kuchni i nie bez kozery nazywano ją „sercem domu”. Po pierwsze, niczym prawdziwe serce, pracowała przez cały czas – z powodów praktycznych (długo się nagrzewała) kuchenki się nie wyłączało. Po drugie dawała ciepło, które w naturalny sposób wabiło domowników. Nic zatem dziwnego, że rodzina Archerów – bohaterowie kultowej angielskiej noweli radiowej – mieli w kuchni właśnie AGĘ. A ponieważ w radiowym studio nie dało się imitować dźwięku otwierania i zamykania drzwiczek od piekarnika, w siedzibie BBC firma zamontowała jeden egzemplarz.

Z czasem epoka węgla kamiennego odeszła w zapomnienie, pojawiły się AGI napędzane innym paliwem. Najpierw olejem opałowym, potem gazem, wreszcie wynaleziono elektryczność. To ułatwiło instalowanie ku-chenek w domach, bo do tej pory potrzebny był osobny ciąg wentylacyjny. Zmieniały się kolory, ale wzornictwo i zasady działania pozostawały te same. Nim w latach 90. firma wprowadziła modele z klasycznymi palnikami gazowymi, AGA stała się sprzętem kultowym. Zachwycała się nią guru amerykańskich gospodyń Martha Stewart, przy ADZE gotowały bohaterki popularnych romansów autorstwa Jilly Cooper. Na stałe do angielskiego weszło określenie „AGA saga”, oznaczające literaturę obyczajową, której akcja rozgrywa się w środowisku klasy średniej. Napisano również dziesiątki książek kucharskich o gotowaniu na tym klasycznym urządzeniu.

Miłość do wiernej AGI (w jej skład wchodzą marki AGA i Falcon) manifestują nie tylko celebryci, jak Jamie Olivier, ale także zwykli ludzie. Rok temu angielski „Daily Telegraph” zainicjował poszukiwanie najstarszej działającej AGI w Anglii. Do redakcji przyszło tysiące listów, zdjęć i wspomnień związanych z kuchenką. Ktoś opowiadał o babci, która w mroźne dni miała zwyczaj opierać obfity biust o urządzenie, by go ogrzać. Jedna starsza pani zauważyła, że jej AGA jest doskonała do... codziennych ćwiczeń – wystarczy tylko chwycić boczny reling i robić przysiady albo skłony.

AGĘ, symbol angielskiej kuchni w rustykalnym stylu, najlepiej podsumowała Martha Stewart, guru od urządzania wnętrz: „Właściciele AGI najlepszy posiłek w życiu zjedzą we własnym domu”.


Tekst: Stanisław Gieżyński
Fotografie: Falcon Polska, www.kuchniefalcon.pl

reklama
reklama