werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Alessi - sprzedawcy radości

Kolekcje

Nad jeziorem Orta mieszka jedna z najbardziej wpływowych rodzin w świecie dizajnu, państwo Alessi.

Podobno z wód jeziora Orta w Lombardii co noc wynurza się potwór, zupełnie taki sam jak w Loch Ness. Turyści chętnie tu zaglądają, bo liczą, że go spotkają i obfotografują. Ciekawi są też słynnej Villi Crespi, XIX-wiecznego zameczku z mauretańskimi wieżyczkami, który wygląda jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Ale tylko niewielu wie, że tuż obok kryje się dodatkowa atrakcja: nad jeziorem Orta mieszka jedna z najbardziej wpływowych rodzin w świecie dizajnu, państwo Alessi.

Swój dom zbudowali w urokliwym miasteczku Omegna, gdzie góry są na wyciągnięcie ręki, tuż na granicy ze Szwajcarią. – Zawsze bliżej nam było do niemieckich czy szwajcarskich sąsiadów niż do Rzymu – śmieje się Matteo Alessi, który należy do czwartego pokolenia słynnego rodu.

Był rok 1921, kiedy Giovanni Alessi postanowił szukać szczęścia na Północy. Razem z najlepszym przyjacielem, Alfonso Bialettim, wyjechali do Niemiec, by poznać tradycyjne rękodzieło i nauczyć się rzemiosła. Po powrocie do kraju zaczęli sprowadzać stamtąd wazy, misy i patery. Ich drogi szybko się jednak rozeszły. Każdy rozkręcił własny interes.

Giovanni otworzył firmę w Crusinallo pod Mediolanem, w której sprzedawał przedmioty do kuchni wykonane przez włoskich rzemieślników. – Ale nasze rodziny przyjaźnią się do dziś. Syn Giovanniego, mój dziadek Carlo, ożenił się z dziewczyną pochodzącą z rodu Bialettich – opowiada Matteo.

To właśnie dzięki Carlowi firma wypłynęła na szerokie wody. On sam też zaczął projektować. Wymyślił większość przedmiotów, które pojawiły się na rynku w latach 30. i 40. Do historii przeszedł jego platerowany zestaw herbaciany Bombé, prezent ślubny dla żony, który do dziś jest najlepiej sprzedającym się serwisem Alessi. A w 1935 roku zawojował Włochy dzbankiem na mleko Ottagonale.

– Dziadek miał jedno marzenie: żeby sztuka trafiła pod strzechy – podkreśla Matteo. Zatrudnił więc artystów (Giò Pomodoro i Carmelo Cappello) i poprosił, by prozaicznym przedmiotom do kuchni nadali ciekawy kształt. Jego dzieło kontynuuje dziś Alberto Alessi, wuj Mattea, który przejął stery firmy w 1970 roku. – To introwertyk, ale niezwykle ciekawy świata, z mnóstwem niebanalnych pomysłów – mówi o nim Matteo.

Wolna ręka dla mistrzów

Alberto w krótkim czasie zaangażował do współpracy słynnych projektantów: Achille Castiglioniego, Michaela Gravesa, Aldo Rossiego, Jaspera Morrisona, Philippe’a Starcka. Namawiał, by używali nie tylko metalu, ale też ceramiki, drewna czy plastiku. Żeby nie ograniczać inwencji mistrzów, nigdy nie zlecał badania rynku. I nie obawiał się ekscentrycznych pomysłów. Nawet jeśli powątpiewano, czy tak awangardowe rzeczy się sprzedadzą, Alberto zapewniał: „Firma może i na tym straci, ale za to wniesie coś do historii wzornictwa”.


Jego podejście do biznesu było prawdziwym przewrotem kopernikańskim. Wielu kręciło głowami, wieszcząc bankructwo. Nic się jednak ze złych przepowiedni nie spełniło, przeciwnie, wiele nowości z fabryki Alessiego okazywało się bestsellerami. 1986 rok – kawiarka Il Conico Aldo Rossiego, dwa lata później – młynek do pieprzu 9098 Michaela Gravesa. Oba przeszły do historii, a Alessi okrzyknięto Fabryką Włoskiego Dizajnu – fabryką snów. Bo bawi, wzrusza, zaskakuje – pomysłami, kolorami, humorem.

Otwieracze do butelek przypominają złośliwe diabełki (Diabolix projektu Biagio Cisottiego), kieliszki na jajka to uśmiechnięte ludziki (Mr. Chin Stefana Giovannoniego), korkociągi – ponętne kobiety w zwiewnych sukienkach (Anna G. Alessandra Mendiniego). – Philippe Starck nazwał nas sprzedawcami radości. I to chyba jest najlepszy komplement, jaki mogliśmy usłyszeć – mówi z dumą Matteo.

On sam, nim został przyjęty do spółki, musiał spełnić trzy warunki. – Skończyć studia, nauczyć się przynajmniej jednego języka obcego i przepracować trzy lata w innej firmie – wylicza. Nie ma mowy o faworyzowaniu rodziny. – Po szkole sprzedawałem zegarki kultowej marki Breitling. Potem kilka lat spędziłem w angielskiej filii Alessi w Londynie. Dopiero dwa lata temu wróciłem do kraju i zająłem się marketingiem – opowiada. Nie poszedł więc w ślady dziadka Carla.

Kałamarnica i talia kart

Ponieważ przez firmę przewinęło się wielu nieprzeciętnych projektantów, z przedmiotami, które zrobili, łączą się ciekawe anegdoty. Najbardziej znana jest ta o wyciskarce Starcka: dizajner jadł właśnie frutti di mare, spojrzał na kałamarnicę, której miał skosztować, i wtedy przyszedł mu do głowy genialny pomysł. Kilkoma szybkimi ruchami naszkicował na serwetce słynny projekt.

Zabawne perypetie towarzyszyły też powstawaniu czajnika 9091 z charakterystycznym gwizdkiem. Praca nad nim trwała trzy lata, bo Richard Sapper, projektant, uparł się, by dźwięk gwizdka przypominał świst, jaki wydawały w jego dzieciństwie barki płynące Renem. Długo nie można było znaleźć kogoś, kto potrafiłby takie cudo zrobić. W końcu firma trafiła na pewnego staruszka w Szwarcwaldzie. Gwizdek, jaki wymyślił, był bardzo skomplikowany – to właściwie dwa gwizdki w jednym, oba mosiężne – za to Sapperowi nareszcie poprawił się humor.

– Lubię też opowieść Mario Trimarchi o tym, jak projektował tacę La Stanza dello Scirocco (pokój, do którego wpadł wiatr scirocco – red.) – opowiada młody Alessi. – Mario zapamiętał z dzieciństwa sycylijskie chaty, w których przesiadywali starsi panowie i pasjami grali w karty. Często przez okna wpadał wiatr i zrzucał talie na podłogę. Rączki w tacy przypominają właśnie takie rozrzucone karty.

Alessi sami chętnie używają przedmiotów, które robią. Matteo trzyma w kuchni komplet naczyń Programma 8 Franca Sargianiego (miski, garnki, pojemniki z ceramiki, drewna i szkła) oraz kawiarkę 9090 projektu Richarda Sappera z 1979 roku. – Mam do niej sentyment, bo jest tylko o rok młodsza ode mnie – śmieje się.

My możemy ją podziwiać w nowojorskiej MoMA. Podobnie jak wyciskacz do cytrusów Starcka czy toster Giovannoniego. Przedmioty Alessi grały także w głośnych filmach, „Krokodylu Dundee” i w „Pamiętniku Bridget Jones”. A ostatnio w „I am Legend” opowiadającym historię człowieka, który jako jedyny przeżył zarazę. Przetrwały również te zabawne przedmioty.

TEKST: Monika Utnik-Strugała
fotografiE: ALESSI

reklama
reklama