wnętrza modernistycznej willi

Piękne i wygodne wnętrza modernistycznej willi na Mokotowie

Rezydencje

Szlachetne materiały, zgaszone kolory i subtelna inspiracja art déco. Ta modernistyczna willa jest piękna i bardzo wygodna. Do mieszkania, a nie tylko do podziwiania.

reklama
Żyrandol Bella figura, koszyk Tom Dixon i złota misa ze sklepu Nap, wazon szklany z Dutchhouse, krzesła obite tkaniną Designers Guild

Właściwe nie noszę czerwonych sukienek, bo nie lubię krzykliwych kolorów. Wolę ubrania w stonowanych barwach, beżowe, szare – mówi Barbara, właścicielka domu. – Pasują do mojej spokojnej natury. I taki też chciałam mieć dom. A do tego przytulny, żeby dobrze się w nim mieszkało, a nie tylko pięknie wyglądał na zdjęciach czy w oczach gości.

Modernistyczna willa na Mokotowie

Mokotów to był trochę przypadek, choć też wygodne rozwiązanie, bo niedaleko mieszkają moi rodzice. Ze spacerów po okolicy wiedzieliśmy z mężem, że jest tu pięknie – zielono i zacisznie, a stojące w ogrodach modernistyczne wille mają mnóstwo uroku. Kiedy więc trafiła się okazja, by kupić pół przedwojennego bliźniaka, nie zastanawialiśmy się długo. Niestety, nie znaleźliśmy żadnych informacji o historii tego domu – kto go wybudował, co się tutaj działo przed wojną albo podczas niej. Wiemy tylko, że powstał w 1938 r., czyli w tym samym, w którym prezydent Warszawy Stefan Starzyński otworzył pobliski park Dreszera. To był moment, kiedy w tej części Warszawy, wcześniej letniskowo-rekreacyjnej, zaczęło rozwijać się miasto. Jeszcze na początku XX w. warszawiacy przyjeżdżali tu do wód.

Kiedy się wprowadziliśmy, odwiedził nas młody człowiek, którego dziadkowie mieszkali tu po wojnie, z przydziału. Wtedy mieszkania były trzy, a oryginalnie dwa – na parterze i na piętrze. Dlatego klatka schodowa ma wygląd typowy raczej dla małej kamieniczki, z charakterystycznym dla modernizmu rzędem podłużnych okienek, niż dla domu jednorodzinnego. Zachowaliśmy ją w tym miejscu, gdzie oryginalnie była. Bez zmian został też kształt domu, okien i inne zewnętrzne detale, które są pod opieką konserwatora.


Za to wnętrze trzeba było przebudować. Dotknął je nie tylko PRL. Zanim kupiliśmy dom, mieściło się tu biuro, było więc podzielone na wiele małych pomieszczeń, a podłogi zakrywała wykładzina. Po jej zerwaniu okazało się niestety, że nawet zachowane fragmenty parkietu są nie do uratowania. Potem wyszło na jaw, że uszkodzony jest również jeden ze stropów – wygląda na to, że w czasie wojny trafiła go bomba. Niemieckie zdjęcia z tego okresu odnalezione w internecie potwierdziły intensywne walki powstańców warszawskich w tej okolicy. I tak z planowanego wyburzenia ścian i wymiany elektryki zrobił się generalny remont.

Wygodne i piękne wnętrza w modernistycznym klimacie

– Zostały ściany zewnętrzne, okna dorobiliśmy na wzór oryginalnych, drewniane – mówi architekt Katarzyna Kraszewska, która pomogła w urządzeniu domu na nowo. – Projektując wnętrze, chciałam przywrócić mu przedwojenny charakter, z klasą i w modernistycznym klimacie, ale jednak w nowocześniejszym i spokojniejszym wydaniu. Inspirowałam się typowym dla tamtej epoki stylem art déco, ale interpretując go na nowo.

Wiele mebli zaprojektowałam sama. Na przykład stolik kawowy, stół jadalny i ten w wykuszu w kuchni, wszystkie na charakterystycznych walcowatych nogach. Mojego projektu są też krzesła, kominek oraz szafki kuchenne. Bardzo ważna była klatka schodowa i hol. Zależało mi, żeby nadać im czystą i prostą formę, utrzymaną w czerni i bieli z elementami złota. Do tego naturalne drewno dębowe. To tę część domu najpierw widzą goście, więc musiała robić wrażenie.

Klatka schodowa nawiązuje do art déco elegancką geometryczną formą, połączeniem czerni z bielą i złotymi akcentami.

Za szarą ścianą jest przestronna spiżarnia. Strefę kuchenną wyznacza podłoga z czarnego kamienia Nero Marquina, która pasuje do blatów z młotkowanego granitu.


– Jest bardzo efektowna. A do tego hol jest na tyle spory, że kiedy mamy gości, zmienia się w miejsce do rozmów, a czasami nawet w parkiet do tańca – mówi właścicielka. – Wstawiliśmy tam też dwa granatowe welurowe fotele. Chciałam, aby kominek stanowił centralny punkt salonu i był obudowany ciepłą drewnianą boazerią i półkami. Dodaje to temu pokojowi przytulności, to takie: „podejdź do półki, weź książkę i przysiądź z nią na kanapie”, co zresztą bardzo lubię robić. Oboje z mężem lubimy też podświetlaną czarną komodę w kuchni, którą pieszczotliwie nazywamy „kaloryferem”, bo ma front z drewnianych listewek. Spodobała nam się podobna na zdjęciu i pani architekt zaprojektowała taką, która pasuje do naszego domu. Cieszymy się, że daliśmy się namówić na kąt ze stołem i ławą w wykuszu. To tam najchętniej siadamy całą rodziną i rozmawiamy przy herbacie.

Moim własnym pomysłem było za to oddzielenie kuchni od salonu przeszklonymi czteroskrzydłowymi drzwiami. Zainspirowały mnie rozwiązania z okresu międzywojennego. Początkowo miała to być jedna przestrzeń. Rozdzielenie salonu i kuchni to dla mnie bardzo praktyczne rozwiązanie i choć trochę wbrew obecnym trendom, sprawdza się w codziennym życiu. Ja zaś, mimo, że mamy też w domu gabinet, zyskałam dodatkowe miejsce do pracy. Lubię zamknąć drzwi dzielące salon i kuchnię, usiąść z laptopem przy okrągłym stole w wykuszu pod oknem z kubkiem gorącej kawy. Zawsze to jakaś odmiana, gdy pracuje się w domowym biurze. Dom nam się sprawdził podczas pandemii i lockdownu, co chyba najlepiej świadczy o jego funkcjonalności. Ale przyznam, że nie mogę się doczekać powrotu do normalności.

Kontakt do architektki: Katarzyna Kraszewska, kraszewska.com

Zobacz więcej zdjęć wnętrza tej modernistycznej wilii w galerii

TEKST: Agnieszka Wójcińska 
ZDJĘCIA: Tom Kurek, Stylizacja: Eliza Mrozińska