reklama

Francuskie nastroje

Stylowe i przytulne

Projektowanie domu dla przyjaciół bywa pomysłem kontrowersyjnym. Przypomina robienie biznesów w rodzinie. Jeden fałszywy ruch i posypać się może cała znajomość. W tym przypadku było jednak inaczej. Przyjaźń przetrwała i kwitnie w najlepsze. Bożena Plota znała wszystkie poprzednie domy swoich zleceniodawców. Bywała w nich towarzysko. Kiedy wpadli na pomysł, że może tę willę – nad jeziorem, wśród lasów – zaprojektuje im stara dobra znajoma, nie zawahała się.

Francuskie wnętrze ze skandynawskim duchem

– Czułam, że to będzie najwspanialsze dzieło w moim życiu – opowiada. – Pamiętam, jak szukaliśmy stylu dla tego domu. Moi przyjaciele wykonują wolne zawody, sporo podróżują, głównie na Daleki Wschód. Ja kocham Francję, Toskanię, jeździłam tam wiele razy, robiłam szkice, zdjęcia, starałam się zapamiętać kolory, odcienie. Zaproponowałam im taki styl, jaki sama najlepiej czuję. Najpierw była chwila zawahania, bo ich domy były kompletnie inne, a potem... powiedzieli po prostu OK.

Zaufali jej we wszystkim. Ale cały czas się spotykali, omawiali każdy szczegół, oglądali meble w internecie, jeździli z Bożeną do sklepów, kamieniarza, stolarza, tapicera. – Spotykałyśmy się w kawiarni u Sowy, nie wiem, czy to politycznie o tym wspominać, ale to przecież nie ten Sowa. Zamawiałyśmy pączki, kawę z podwójnym mlekiem i rysowałam na serwetkach wzory mebli, dekoracji. Mąż też był przejęty urządzaniem. W czasie jednej z podróży na Majorkę w domu Kolumba zobaczył wkutą w ścianę poręcz. Tak mu się spodobała, że zrobiliśmy w domu podobną. Wygląda to fantastycznie.

Zajadając pączki (– Oj, mnóstwo – śmieje się Bożena Plota), ustalili, że styl będzie francuski ze skandynawskim duchem. Elegancki, ale nie przeładowany. Gospodarze nie przepadają za nadmiarem przedmiotów, lubią rzeczy proste i czyste. Jeśli już dekoracje, to duże formy, a nie poutykane po kątach drobiazgi. Okazałe żyrandole, wysokie listwy podłogowe i efektowne 25-centymetrowe gzymsy przy suficie, lustra w ogromnych ramach, wanna z kamiennego konglomeratu (waży pół tony, sześciu mężczyzn nie dało rady jej wnieść i trzeba było zdemontować balustradę schodów).

Wszystkie rozmowy, plany, a potem wizyty u rzemieślników projektantka wspomina świetnie, chociaż do stolarni jeździły chyba codziennie, bo obie są perfekcjonistkami i pilnowały każdego detalu, dopasowywały do siebie nawet najdrobniejsze freziki. – Mimo to żadnych napięć czy zgrzytów, sama przyjemność. Zresztą wystarczy przyjrzeć się domowi. Jest pełen harmonii i spokoju. Widać po nim, w jakiej atmosferze powstawał.

Pomysł na kuchnię

Ale najprzyjemniej rodził się pomysł na kuchnię. Przyjaciele zaprosili swoją projektantkę na narty, żeby tam w spokoju obgadać wszystkie szczegóły tak ważnego miejsca. Pani domu gotuje, uwielbia gości, często wpadają rodzina, sąsiedzi, jest gwarno, wesoło. Słuchają koncertów córki Asi, która lubi grać na pianinie Chopina i Adele. Kuchnia musiała więc nie tylko wyglądać, ale także sprawdzać się w boju. – Pojechaliśmy w Tatry, do Bukowiny. Był mróz, aż wszystko lśniło. A my jeździliśmy na nartach, popijaliśmy gorącą czekoladę z chili i rysowaliśmy plany kredensu wzorowanego na starej francuskiej witrynie zrobionej z okien czy wyspy, która miała przypominać raczej antyczny bufet, a nie prosty klocek pośrodku. Nowoczesnym akcentem jest olbrzymi piekarnik Miele.

Meble dopracowane w każdym szczególe

Bożena nie może się nachwalić rzemieślników, z którymi współpracowała. – Na początku traktowali to zlecenie jak każde, ale gdy zobaczyli, że robią dom naprawdę niecodzienny, dopracowany w każdym detalu, dostrzegłam u nich błysk w oku. Na przykład sztukator Tadeusz Hudak przeniósł się z całym warsztatem do jednego z pokojów. Na miejscu przygotowywał formy, dopracowywał wzory i odlewał detale. Mówił, że bycie w tym miejscu to dla niego przyjemność. A potem, już po zakończeniu prac, dzwonił i pytał, czy mam jeszcze podobne zlecenia.

Wszystkie zrobione przez niego ozdoby – balustrada, kolumny przed domem – są z szarego betonu. – Dla mnie rewelacja – mówi projektantka. – Tak długo czekałam na beton w domu! Gdy proponowałam innym inwestorom takie ozdoby, nikt się nie zdecydował. Bali się, że dom będzie pachniał PRL-em. Tymczasem beton, oczywiście odpowiednio zrobiony, wygląda tak szlachetnie! Jest ciepły, szalenie plastyczny, po prostu piękny. Gdyby moi znajomi nie zdobyli się na odwagę i nie zaryzykowali, nie byłoby takiego efektu.

Jednak znalezienie sztukatora, który potrafi zrobić takie ślimaki na poręczach jak pan Tadeusz, graniczy dziś z cudem. – Ten zawód wymiera – mówi z żalem Bożena Plota. – Ludzie wolą iść na łatwiznę i kupić gotowe elementy z gipsu. My mieliśmy wielkie szczęście, bo widzieliśmy przy pracy prawdziwego mistrza.

Tak samo trudne było znalezienie czystego piaskowca oraz kamieniarza, który zrobiłby według jej projektu ogromny kominek. Wreszcie udało się... na cmentarzu. – To zabawne, ale największe doświadczenie z obróbką kamienia mają dziś spece od nagrobków – śmieje się projektantka.

Kamieniarz był pełen twórczego zapału. Okropnie narzekał, że panie chcą zrobić kominek wbrew sztuce i do otwartego paleniska zamierzają wstawić specjalnie sprowadzoną ze Stanów ogromną kozę Encore od Vermont Castings. Wyrzekał i do końca próbował je przekonać, że to kiepski pomysł. Wreszcie przywiózł w częściach kominek i na miejscu skleił. – Wchodzę do salonu i oczom nie wierzę – wspomina Bożena. – Na samym środku kamiennej płyty jest wykuty... baran. Sam go zrobił, z własnej inicjatywy. Może dlatego, że upierałyśmy się przy tej kozie? Na szczęście udało się barana zeszlifować.

Mroźna kolorystyka: szarości, beż, oliwki

Ostatnim akordem były kolory. – Trudno je nazwać, bo mieszałyśmy same, dbając o to, żeby nigdzie nie było ani kropli żółtego – opowiada projektantka. – Są, powiedzmy, zmrożone. Z domieszką szarości, beżu, oliwki. Niedopowiedziane. Mam taką swoją paletę barw, może kiedyś wydam o niej książkę?

Na miejscu nie wyglądają jednak chłodno. Surowe, tylko impregnowane dębowe drewno, z którego zrobione są stoły czy biblioteka, dają przyjemne ciepło. Z kolei meble malowane na jasne kolory nigdy nie mają biurowego odcienia bieli. 

Wszystkie, choć robione współcześnie, wyglądają na wiekowe. Nic dziwnego, nawet gdy kupili w internecie sofkę, tapicer odnawiał ją tradycyjnymi metodami: wymieniał sprężyny, kładł końskie włosie. Jej urok podkreśla pięknie spatynowana francuska podłoga. – Nie ma białych smug, które nieudolnie udają starość, jest postarzona tak, jakby przez wiele lat szorowano ją mydłem i szczotką ryżową, a teraz zapastowano – opowiada Bożena Plota. – Mieliśmy nawet zabawną historię, że ktoś wszedł, spojrzał na nią i zawołał: „Ojej, to już święta?”.

Projektantka: Bożena Plota

Ciągle poznaje nowe style, choć niezmiennie najbardziej fascynują ją Francja i Włochy. Lubi wynajdywać rzeczy niecodzienne, łączyć stare z nowym i szukać we wnętrzu oryginalnych pomysłów. Ceni tradycyjne rękodzieło, sama projektuje meble. Marzy o tym, żeby wydać książkę o swojej ulubionej palecie barw. Jest właścicielką firmy BP-Styl.

Tekst: Joanna Halena

Zdjęcia: Aneta Tryczyńska, Stylizacja: Agnieszka Głowacka i Aneta Tryczyńska

reklama