werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Klasyka z kolorem

Stylowe i przytulne

Ten dom był jak wiele innych, dopóki nie nabrał... kolorów. I to nie tylko za sprawą żółtego pufa czy komody z czeczotki, ale też pewnego bukietu piwonii.

Czy można wymarzyć sobie lepszy adres? Warszawa, Stary Żoliborz, kameralna uliczka obsadzona lipami i ciąg przedwojennych szeregowców. Ogród z magnoliami i czereśnią, która latem rzuca cień i zwabia ptaki, a zimą daje się ubierać jak choinka. Dom z dębowym parkietem, kompletnie urządzoną kuchnią i łazienkami, a nawet z kilkoma meblami. Na dodatek mądrze pomyślany. Co prawda trochę go przebudowano, bo dodano wykusz, lecz zyskał tylko na urodzie. Nic, tylko się wprowadzać, a jednak coś było nie tak.

– Dom miał dobrą energię, ale chyba brakowało mu charakteru – wspomina Ania, wówczas, czyli dwa lata temu, świeżo upieczona właścicielka (razem z mężem i trójką dzieciaków). Jego urządzaniem zajęła się razem z projektantką Joasią Galant. Zaczęło się od... kolorowej rewolucji, także w sztuce, a skończyło na śledzeniu klasyków.

Mięta i piwonie

Na pierwszy ogień poszedł salon. Trzeba było obić kanapę, która została po poprzednich właścicielach. Joasia i Ania długo zastanawiały się nad kolorem, aż w oko wpadła im delikatna mięta. Tak je ośmieliła, że zaraz potem pojawiły się fikuśne foteliki z Francuskiej Werandy w niebieskim i zgaszonej żółci oraz kolorowe krzesła w jadalni. Kwiatki i kratki na obiciach oraz okiennych roletach. Naturalne, czyli brązowe, i na wysoki połysk zostały tylko komody, komódki, stoły i stoliki. Do takiego zestawienia idealnie pasowała kolekcja właścicieli – zbierane od lat obrazy. I choć naprawdę mają w czym wybierać, wciąż brakowało spektakularnego płótna na ścianę do jadalni, w której dominował kolor niebieski. Wtedy pomógł przypadek – projektantka dostała katalog z zaprzyjaźnionej żoliborskiej desy.

– Zobaczyłam w nim obłędne piwonie. Dokładnie w takim klimacie, jaki był nam potrzebny. Nie zwróciłam nawet uwagi na autora, znakomitego Alfonsa Karpińskiego. Natychmiast zadzwoniłam z wiadomością: „Mamy nasze brakujące ogniwo!” – śmieje się Joanna.

Klasyk kupiony, klasyk zrobiony

Ile my przejechałyśmy kilometrów w poszukiwaniu ładnych rzeczy! – wspominają dziś obie. – Zmorą były na przykład znikające sklepy. Upatrzyły sobie jeden, a tu buch, po miesiącu już go nie było. Najwięcej udało się znaleźć u słynnych warszawskich rzemieślników i na targu staroci w Broniszach, gdzie przez kilka miesięcy obie panie wyprawiały się co tydzień. To stamtąd przyjechały m.in. napoleonki, czyli fotele z zabawnymi podłokietnikami, które stoją dzisiaj przy kominku, ogromna komoda z czeczotki czy pięknie rzeźbione nogi do jadalnianego stołu. – Potem dostał je w swoje ręce Krzysztof Żebrowski, niezwykły stolarz artysta, dorobił blat i mamy prawdziwe dzieło sztuki – opowiada Joanna.

Przydały się też inne jej kontakty. Kryształowy żyrandol wynalazły u pani Kalińskiej, która od ponad czterdziestu lat prowadzi sklepik przy alei Solidarności w Warszawie. Gdy z Anią zaczęły zaglądać tu częściej, trafiły się i inne gratki: złote lustro z kokardą, bajkowe lampki nocne do sypialni czy kryształowa lampa do holu. Wszystkie po renowacji, działające i niepowtarzalne.

Prezent idealny

– Wcześniej mieszkaliśmy w chłodnym, urządzonym ciemniejszymi meblami nowoczesnym apartamencie – wspomina. – Ale zdecydowanie lepiej czujemy się w ciepłej klasyce z kolorami – dodaje. Zresztą nowy dom obudził w niej także inną pasję. Oczarował ją Żoliborz. Właśnie biegnie na poszukiwania książki „Żol” Michała Krasuckiego i Moniki Powalisz o najciekawszych budynkach tej uroczej dzielnicy. To będzie idealny prezent na urodziny dla męża.

Tekst: Beata Woźniak
Stylizacja: Joanna Galant
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska
Kontakt do projektantki: Joanna Galant, tel. 696 014 232, www.joannagalant.pl

reklama
reklama