reklama

W kolorach feng shui

Stylowe i przytulne

Od najwcześniejszych lat towarzyszyło mi pragnienie, by wokół było pięknie. Marzyłam o podróżach, o poznawaniu nowych rejonów świata, o doświadczaniu piękna w różnych jego przejawach. Nie poddając się, wciąż dążę do upiększania swojego otoczenia.

To marzenie od dziecka wyznacza moją drogę. A ograniczenia? Zwykle granice narzucamy sobie sami, uparcie udając, że czyni to życie. Przekraczanie granic zawsze było moją specjalnością, a może także moim przeznaczeniem.

Zasługujemy na piękno, gdyż jest ono najgłębszą istotą nas samych, jest nadrzędną wartością życia. Zawsze tkałam przestrzeń wokół siebie z czułością, narażając się na zarzuty, że nadmiernie dbam o dom, że zbyt ważne są dla mnie kolory, ogrody, szczegóły. To było tylko pragnienie zorganizowania wokół harmonijnej przestrzeni.

Mój dom to zapis, krok po kroku, mojego życia. Życia podróżnika i poszukiwacza – zarówno w znaczeniu zewnętrznym, jak i wewnętrznym. To piękne przedmioty z Indii, ale i Krishnamurti, którego tłumaczyłam w olśnieniu. To książki Paramahamsy Joganandy, które raz przeczytane, żyją w człowieku już zawsze. To tysiące zdjęć znad Gangesu, z Mahabalipuram, z Jaipuru.

To antyki i rzeźby z Chin, a także feng shui, fascynacja religią, kulturą, tym niezwykłym kolorytem nieśmiertelnego imperium, który przebija przez mrok współczesności. To tybetańskie przedmioty rytuane, precyzja tanek malowanych przez buddyjskich mnichów, a także marszruty po Himalajach, zapach jaśminu porastającego ich stoki, mistrzowie i myśliciele, których słowa zapadły we mnie głęboko, zapoczątkowując transformację, która wciąż trwa.

To wreszcie Europa, moja kolebka. Polska rzeźba ludowa, którą kocham miłością ogromną, choć nie ma ona u nas należnej rangi. To Włochy, Grecja, Francja... Michał Anioł i sny mojej młodości o przekuwaniu gór w posągi. Każda podróż zostawia ślad w przestrzeni i w sercu.

Gdy wychodzimy z burzliwego i szalonego okresu młodości, ogarniają nas refleksje. Coraz wyraźniej kreślimy szlak naszego życia w przestrzeni, którą zajmujemy. „Pokaż mi swój dom, a powiem Ci, kim jesteś”. I nie mam bynajmniej na myśl statusu materialnego właściciela. Przestrzeń ma swoje klucze. Tak, jak w mojej ulubionej dziedzinie psychologii, zwanej psychorysunkiem. Poziom artystyczny, forma – nie mają znaczenia. Rysujemy przestrzeń, nieświadomie zostawiając tajne znaki. Feng shui często nazywa się psychologią przestrzeni. Wiele lat mojej praktyki pokazuje, że to także psychologia człowieka.

Wyrafinowanie i luksus pociągają. Uwielbiamy serie limitowane, to co unikalne. Jednak prawdziwe wyrafinowanie płynie z wnętrza i zawsze, bez względu na zasobność kieszeni, opisujemy je w swojej przestrzeni. Dlatego tak ważne jest otoczenie – nasz dom, biuro, ulice, nasze lasy. Troska o nie jest dbałością o samego siebie. Porządkowanie przestrzeni wokół porządkuje nasze wnętrze, podsuwamy umysłowi i duszy wzór harmonii. Pozwólmy pięknu wejść w nasze życie i zająć należną mu pozycję.

Przestrzeń domu to żywa materia, jakże wdzięczna, gdy potraktować ją z miłością. Nawet jeśli nie jest trendy, żyje własnym, bogatym życiem, jest integralną częścią nas samych. Jest przyjacielem i powiernikiem. Wracamy do niej po walce. Z radością i z nadzieją. Przekraczając próg, bierzemy głęboki wdech. Jak dobrze – znów jestem w domu.


Tekst: Edyta Wittchen
Stylizacja: Grażyna Bieganik
Fotografie: Andrzej Pisarski, Marek Szymański

reklama
reklama

Artykuły z tego numeru:

Dom z drewna i kamienia

Dom z drewna i kamienia