reklama

Stoliki, fotele, leżaki na taras

Kolekcje

Meble wędrują na taras. Jest kanapa jak z salonu, fotele z poduchami, buduarowy szezlong. Najwyższy czas na dobre przeprowadzić się do ogrodu.

Zazdrościmy Południowcom pogody. Wydaje nam się, że przez cały rok wylegują się na plaży, przesiadują na tarasach kafejek i oddają lenistwu w ogrodzie. Nic bardziej mylnego. W takiej na przykład Hiszpanii ciepły sezon zaczyna się w kwietniu, a już w październiku wszyscy zakładają kurtki i szaliki. Lanzarote niby promuje się wymarzoną temperaturą – cały rok około 20 stopni – ale i tam nie posiedzimy w ogrodzie. Często wieje tak, że urywa głowę. Jeszcze gorzej jest w Portugalii. W ubiegłym styczniu wiatr łamał drzewa jak zapałki, a w 2011 tornado zrywało dachy! O jesiennej kolacji pod oliwką można było zapomnieć.

Pamiętam historię opowiedzianą przez znajomą, która marzyła o penthousie z widokiem na Lizbonę. Marzenie spełniła i natychmiast kupiła na taras meble marki Dedon. Jaka była jej rozpacz, kiedy po mocno wietrznej nocy wyszła na taras, aby w słońcu wypić poranną kawę. Nie miała na czym usiąść! „Plecionki” w cenie dobrego auta odleciały w siną dal. Zniknęły nawet mniejsze donice! Intrygująco wygląda Cypr, gdzie nawet w grudniu nic pogodzie nie zarzucimy. Jest jednak jedno ale – możemy mieć kłopot z gotówką.

Tymczasem Anglicy, choć pogoda ich nie dopieszcza (prawie codziennie pada, a w Szkocji sześć razy częściej niż u nas), wiodą w ogrodzie bujne życie. Mają też proste patenty, aby sezon przedłużyć. Lubują się w murkach i żywopłotach, które skutecznie chronią przed wiatrem. Stawiają kominki, by jeszcze w październiku kolację jeść na tarasie. Zawsze też można wspomóc się ciepłym pledem i szklaneczką whisky.

Co jest modne? I tu znowu warto podpatrywać Anglików i to, co dzieje się na Chelsea Flower Show. To ogrodnicze święto, które odbywa się pod koniec maja w Londynie, więc zdążymy jeszcze zabukować bilety. W ubiegłym roku zakupy tu robili królowa Elżbieta, Ringo Starr, a Adele widziano z sadzonkami ziół! Na targach królowało drewno, hitem było też takie przypominające kolorowy plastik. Podobały się meble metalowe, ale w dotyku jak „drewniane”.

Do zielonego kącika wypoczynkowego wstawiano też puchate kanapy, które wyglądały, jakbyśmy wynieśli je z salonu. Intrygujące były zestawy „zrób to sam”. Kupowano fotele do skręcenia jak w Ikea albo kilkudziesięcio-metrowe tarasy z kanapami, ławami, donicami i ściankami chroniącymi przed wiatrem. Szczegółowa instrukcja mówiła, gdzie co przykręcić i w jakiej kolejności.

A co z haute couture? Zamiast parasola proponowano rzymskie kolumny z portykiem albo składane z ceramicznych klocków ścianki, które były jednocześnie piętrowymi donicami. Do tego plecione parawany czy szklane kwiaty do zdobienia trawnika. Nie zapomniano też o czworonogach, bo jakże by inaczej. Zaproponowano im leżankę-grządkę, gdzie przez drewniane szczebelki wyglądały owocujące już poziomki! Na mebelku, czy raczej owocowym uprawnym poletku, pozował cierpliwie psiak rasy corgi. Uwagę zwracały też pawilony ogrodowe z przeszkleniami wymalowane błękitnym albo ceglastym kolorem.

Przypominały raczej wypieszczone domki dla lalek. Od niewielkich dwuosobowych (w środku stolik i dwa krzesła) po rodzinne (w środku jadalnia). Anglicy wiedzą, że deszcz czy wiatr nie może przerwać kolacji w ogrodzie. Wystarczy zamknąć szklane drzwi.

Tekst: Beata Woźniak
Współpraca: Urszula Bajorek
Zdjęcia: materiały prasowe firm

reklama
reklama