werandacountry.pl werandaweekend.pl
kuchnia agnieszki kręglickiej

Restauratorka Agnieszka Kręglicka oprowadza po swojej kuchni

Znani i lubiani w domu

Virginia Woolf twierdziła, że każda kobieta powinna mieć swój pokój. Agnieszka Kręglicka, restauratorka – ma kuchnię. A w niej wszystko pod ręką – ulubiony nóż, lustro i... najbliższych. Jak się toczy kuchenne życie w jej domu?

reklama
kuchnia agnieszki kręglickiej

Kuchnia to serce domu restauratorki?

Tak jak pewnie w większości domów jest najważniejsza i najcieplejsza. Nie mam własnego pokoju, który według Virginii Woolf każda kobieta mieć powinna. Zastanawiałam się więc, czy kuchnia może pełnić tę rolę, i doszłam do wniosku, że jak najbardziej. Największą przyjemność daje mi bycie w pobliżu męża i dzieci. Kuchnia ich przyciąga, a ja zaganiam do współpracy. Mamy zasadę, że skoro trzeba coś zrobić, robimy to wspólnie – chcemy jeść, więc trzeba gotować. Naturalnie każdy ma swoje popisowe dania, którymi lubi się chwalić przed gośćmi, ale najważniejsze i najcenniejsze jest to codzienne gotowanie. To ono buduje rodzinę.

Jak się toczy to kuchenne życie?

Tu się spotykamy – rano, na szybko, na stojąco, z dziećmi, których pilnujemy, by zjadły śniadanie. Tutaj Kajetan i Tonia, gdy mają egzaminy, robią nam prezentacje. W przyległej do kuchni jadalni przy starym, okrągłym stole, który mieszka z nami od lat i przyjechał z poprzedniego domu, wieczorem siadamy razem do kolacji i celebrujemy podsumowanie dnia. W weekend jadamy długie śniadania, gadamy i planujemy tydzień. W jadalni stoi też pianino, na którym córka ma lekcje. Gdy w sobotę po zakupach jestem w kuchni, a do niej przychodzi nauczyciel, zupełnie jakbym w nich uczestniczyła. To zresztą zabawna historia. Z mężem dużo słuchamy muzyki, ale nie mamy żadnych talentów. Kiedy Tonia się urodziła, Piotrek był na spotkaniu z mnichami buddyjskimi i pochwalił się, że ma córkę. Jeden z nich powiedział, że widzi wokół niej muzykę. Bardzo nas to rozbawiło. A w przedszkolu okazało się, że jest utalentowana i teraz śpiewa w chórze Teatru Wielkiego i gra na pianinie. Tutaj też pracuję.

niebieska kuchnia


Przy stole?

Nie, na bakłażanowej kanapie, z laptopem na kolanach. Piszę na przykład do „Wysokich Obcasów Ekstra”. Kiedyś miałam wielką bibliotekę książek kucharskich, ale wyjechała do Opasłego Tomu, naszej restauracji. Więc teraz korzystam tylko z własnej praktyki, która dzieje się w kuchni.

Pomalowała ją pani na gołębi niebieski…

W poszukiwaniu ukojenia. U mnie dużo się dzieje i jest chaotycznie, więc chciałam, by najważniejsze miejsce w domu było uporządkowane. Noże, w tym mój ukochany orientalny yatagan, używany zamiast noża szefowskiego, trzymam na magnetycznej listwie. A naczynia na otwartej półce, bo tak jest wygodniej. Najważniejszym meblem jest tu pięciopalnikowa szeroka kuchenka z trzema piekarnikami. Wspaniała, uwielbiam ją! Mamy też stolik z historią robiony na zamówienie – kryje gliniane szachy i szachownicę pod blatem. Pionki są od starszej pani, która zgłosiła się, gdy urządzaliśmy El Popo. Przed laty była żoną ambasadora w Meksyku i pozbywała się pamiątek stamtąd. Kupiliśmy od niej trochę rzeczy do restauracji, a szachy przypadły mnie. Planujemy, że będziemy grać, kiedy już będziemy mieć dużo czasu.

> Przeczytaj również: Z wizytą u Tessy Capponi-Borawskiej <


Sporo tu też wisi na ścianach, na przykład lustro, co dość nietypowe.

Podobne, też owalne, było u mojej babci Anieli w salonie, nad amerykanką. Lekko odchylało się górą od ściany, stąd ten pomysł. Nasze wisi dość nisko, bo ja jestem niska. Stojąc tyłem do kuchenki, widzę, co się dzieje w garnkach. Na boku lodówki są zdjęcia, które przywieźliśmy z Piotrem z saksów w Norwegii. Stary Norweg, bardzo ważny człowiek w naszym życiu, u którego mieszkaliśmy, a mój przyszły mąż odgruzowywał mu dom, kazał je wyrzucić. Było nam żal i wróciły z nami do Polski. Przy drzwiach wisi obraz Marii Urban z mojego domu rodzinnego w Lublinie. Jest na nim wierszyk „Gliniany konik wszedł za wazonik”, na którym uczyłam się czytać. A na wprost wejścia – fotografie Pawła Żaka, naszego sąsiada z czasów domu w Józefowie. Najbardziej lubię to z poruszonym ślimakiem – symbolem ruchu Slow Food, bardzo mnie i Piotrowi bliskiego. Ten na zdjęciu tak pędzi, że nie dało się go uchwycić – więc to historia o nas, ciągle w ruchu.

> Przeczytaj także: O życiu wśród książek opowiada pisarka Agata Tuszyńska <

 

mieszkanie Agnieszki Kręglickiej
mieszkanie Agnieszki Kręglickiej
dom agnieszki kręglickiej

W poprzednim domu mieliście wielką otwartą kuchnię z wyspą i spiżarnią. Ta tutaj nie jest duża.

Mąż i przyjaciele pytali, jak się w niej zmieszczę. Ale to całkiem ergonomiczne i przyjemne, nie trzeba się nabiegać, wszystko i wszyscy są pod ręką. Zresztą chcieliśmy zachować kuchnię taką jak przed wojną. To modernistyczna kamienica z 1937 roku, a nasze mieszkanie ma niezmieniony układ. Gdy się wprowadziliśmy, chcieliśmy przestawiać część ścian, lecz okazało się, że przedwojenni architekci mieli naprawdę przemyślane, funkcjonalne pomysły. Proszę spojrzeć na to – pokój kredensowy, typowy dla ówczesnych kamienic, gdzie trzymano zapasy i wykańczano potrawy przed podaniem do jadalni. Bardzo praktyczny, więc też go nie ruszaliśmy, tylko zrobiliśmy tu nową wysoką szafę na zapasy.

> PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dom pełen wspomnień Magdy Umer <

Meble też są przedwojenne?

Częściowo. Zabytkowy stół do jadalni kupiliśmy lata temu na targu staroci na Kole. Ta mała komódka art déco jest z rodzinnego domu Piotra. Staraliśmy się utrzymać ducha epoki, w której powstało mieszkanie. Jest stara stolarka okienna, parkiety, gorseciki na posadzce w łazience.

kuchnia agnieszka kręglicka

Meble zamawialiśmy u rzemieślników, z tradycyjnych materiałów. To była nowoczesna, szykowna kamienica. Dziś jej blask przybladł, ale architektura się broni.

Wielkanoc będzie przy dużym stole w jadalni?

Raczej zbierzemy się na wsi, u mojego brata. Jest nas coraz więcej, córki brata mają już mężów, są nowe dzieci. Najważniejsze, że spotkamy się wszyscy. Dawno już zdaliśmy sobie sprawę, że to lubimy najbardziej, a wyjeżdżanie oddzielnie, choćby na narty, jest beznadziejne.

Z AGNIESZKĄ KRĘGLICKĄ ROZMAWIAŁA AGNIESZKA WÓJCIŃSKA